• Wpisów:25
  • Średnio co: 46 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 14:47
  • Licznik odwiedzin:4 142 / 1205 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Mała przerwa w pisaniu.
Pozdrawiam, miłych wakacji.
 

 
Rozdział 20.
"I feel that I'm alive."
Byłam szczęśliwa u boku chłopaka,który sprawił że odżyłam. Kiedyś mimo że oddychałam, byłam martwa. Teraz wstałam z martwych.
Zatrzymaliśmy się przy barze szybkiej obsługi. Był otwarty 24h. Postawiłam na hamburgera i frytki, a Jake same duże frytki. Cole dostaliśmy gratis. Mój towarzysz stwierdził,że to za ładny uśmiech. Ja w to wątpię. Wsiedliśmy z powrotem do auta. Za zamówienie płacił Jake,nie chciał kasy.
-To gdzie będziemy jeść?-zapytałam.
-Gdzie chcesz, ty wybieraj.-wzruszył ramionami. Pomyślałam o parku nad stawem, moglibyśmy tam posiedzieć.
-Do parku.
-Jak sobie życzysz, księżniczko.-zaśmiał się.
-Tylko nie księżniczko, nie jestem nią.-odparłam.
-Dla mnie jesteś.-uśmiechnął się. Czułam ciepło na policzkach, zaczerwieniłam się, pierwszy raz od dawna. Na szczęście Jake tego nie zauważył.
Podjechaliśmy na parking za stawem. Jake wyciągnął jedzenie z auta i wysiadł. Zaś ja otworzyłam bagażnik w poszukiwaniu czegoś miękkiego. Panował tam straszny bałagan. Było kilka pustych butelek po napojach, baniak po paliwie, puszka niebieskiej farby oraz inne rupiecie. Z boku po prawej stronie był foliowa torba z kocem w środku. Bingo. Jake wspominał że odbierał go z pralni. Był strasznie ciepły i włochaty. Przyda się, stwierdziłam.
-Znalazłaś?-zapytał podchodząc do mnie.
-Mam go.-odparłam. Wzięłam torbę i razem z Jake'm poszliśmy nad staw. Rozłożyłam koc kilka metrów od wody. Zachwycił mnie widok odbicia księżyca w stawie. Zajebisty widok, a do tego ta cisza. Żadnych pędzących samochodów. Poprosiłam Jake'a aby włączył radio. Wtedy było idealnie. Noc, księżyc,muzyka w tle i fast foody. To ostatnie nie jest takie idealne, no ale cóż.
Siedzieliśmy na kocu, słuchaliśmy muzyki i spożywaliśmy tonę kalorii.
-I jak?-zapytał Jake, kończąc swoje frytki.
-Dobre, jak to fast foody.-stwierdziłam wymachując hamburgerem. Jake się zaśmiał.
-Nie o jedzenie mi chodzi.-zerknęłam na niego.-Podoba ci się tu?
-Bardzo. Jest świetnie.-opadłam całym ciałem na koc. Gwiazdy pięknie oświetlały niebo. Ale miałam już jedną i najważniejszą gwiazdę wieczoru, Jake'a. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, zresztą z wzajemnością.Po skończeniu frytek, jake również położył się na kocu tuż obok mnie. Dzieliło nas dosłownie kilka centymetrów.
-Albo mi się, albo się ochłodziło. Zrobiło się chłodno, przez zrywający się wiatr.
-Więc jak mogę na to zaradzić?- zapytał z rozbawioną miną. Miałam już jeden pomysł, ale na razie wolałam go nie ujawniać.
-Mamy koc, proponuję wejść do auta i nakryć się kocem.Albo zostajemy tu i marzniemy.-pokręcił nosem, po czym szeroko się uśmiechnął.
-Więc...-przerwał gdy z nieba zaczęły spadać zimne krople deszczu.-więc nie mamy wyboru i musimy iść do auta.
-Zgoda.-stwierdziłam i wstałam zwinnie z koca. Gdy ruszyliśmy do auta, zaczęło już lać.
-Siadamy z przodu czy z tyłu?-pytał.
-Z tyłu może.-odparłam. Otworzył mi drzwi i wszedł zaraz po mnie. Zatrzasnął drzwi. Byliśmy ciut przy mokrzy. Razem z Jake'm przykryliśmy się jednym kocem, na szczęście był prawie suchy.
-Lepiej ci teraz?-zachichotał.
-Jest dobrze.-stwierdziłam. Pod kocem Jake delikatnie chwycił mnie za rękę. od razu zrobiło mi się cieplej na sercu i na ciele.Przysunęłam się jeszcze bliżej i oparłam głowę na jego ramieniu. Zrobiło się o wiele cieplej. Ścisnął moją dłoń mocniej, pewniej.
-Przepraszam.-wymamrotałam przypominając sobie dzisiejszą sytuację. Zdziwił się.
-Za co?-prychnął.
-Za dzisiaj, powinnam od razu ci uwierzyć.-drugą ręką odważnie objęłam jego brzuch przekręcając się do niego bokiem. Jego druga ręka powędrowała na mój policzek. Była taka delikatna i ciepła.
-Przestań przepraszać mnie za coś co nie ma najmniejszego znaczenia. Przekonywałbym ile byłoby trzeba byś mi znowu zaufała. Nie poddałbym się.-w jego spojrzeniu była troska. Kurwa, jak ja mogłam w niego zwątpić?
-Bo ci na mnie zależy?-mruknęłam. Zerkając w jego głęboki oczy.Przełknął ciężko ślinę.
-Tak, ale nie tylko. Jest jeszcze coś-pokręcił głową. Chciałam usłyszeć wszystko co siedzi mu w głowie.
-Czyli?-podniosłam lekko głowę, nie odrywając od niego wzroku.
-Czyli...zakochałem się w tobie.-uśmiechnął się nie pewnie. Za to ja w środku skakałam z radości. Przepełniało mnie wspaniałe uczucie, którego nie chciałam się pozbywać.
-Kocham cię.-wymamrotałam, zerkając miej pewnie.Zaskoczyłam go tą odpowiedzią. jednak po chwili ten wyraz twarzy zmienił się w szeroki uśmiech. Odwzajemniłam to. Byłam łakoma tego uczucia. Zwinnym ruchem zbliżyłam się jeszcze bardziej, chwyciłam za jego policzki i pocałowałam go. Od razu odwzajemnił pocałunek. Położył dłonie na moją szyję i przyciągną jeszcze mocniej. Byłam tak szczęśliwa, tak cholernie przepełniona szczęściem.
 

 
Rozdział 19.
"Who you are?"
Było już ciemno, a ja nadal byłam w drodze do domu. Gdy jechaliśmy samochodem trasa wydawała się krótsza. No trudno, taki spacer raczej mi nie zaszkodzi. Po drodze kupiłam paczkę fajek. Nie wytrzymałam. Zapaliłam kolejnego papierosa. Poczułam ulgę,chociaż ból nadal wracał. Niczym bumerang. Cholera.
***
Mecz się skończył. Wygraliśmy. Założyłam z powrotem koszulkę. Zeszliśmy z boiska i skierowałem się w stronę domu rozglądając się za Kate. Przy progu stała Anddy, rzuciła mi łakomy wzrok. To przestało być zabawne, powoli mnie denerwowała. Chwyciła mnie za rękę i zwróciła się do mnie twarzą.
-Szukasz kogoś?-uśmiechnęła się sztucznie.
-Nie twoja sprawa.-moja chłodna reakcja podziałała jej na nerwy.
-Szukasz tej dziewczyny, Kate. Tak?-zapytała szyderczo. Jej mina źle wróży.
-Gdzie ona jest?-zdenerwowałem się. Jeśli Anddy nagadała jej głupot...
-Nie wiem. Poszła gdzieś. Zadzwonił do niej jakiś telefon, odebrała i odeszła bez słowa. Słyszałam jak rozmawia z tą osobą. Wydaje mi się, że rozmawiała z jakimś chłopakiem.-koleja wymyślona historia? To nie prawda, na pewno.
-Długo myślałaś nad tymi bredniami?-prychnąłem.
-Mówię prawdę, nie wierzysz? Zapytaj Caroline albo Brith. One też przy tym były.-wzruszyła ramionami. Kłamała.
-Czyżby? To co takiego usłyszałaś w tej rozmowie?-złożyłem ręce na klatce piersiowej.
-Mówiła coś o tym, że tęskni, że już niedługo się spotkają i że nie może się już doczekać. Hmm, czyżby przyprawiła cię o rogi?-uśmiechnęła się złośliwie. Miałem jej wierzyć? To prawda?
-Nie,nie. Przestań kłamać.-machnąłem dłonią.
-To prawda czy tego chcesz czy nie.-podeszła bliżej. Nagle zza moich pleców wyłoniła się Lily.
-Tu jesteś zdziro.-powiedziała oschłym tonem przysuwając się do Anddy. Ta druga, wyglądała na raczej przerażoną.
-Lily, możesz mi wyjaśnić o co tu chodzi? Gdzie jest Kate?-złapałem się za głowę, byłem zmęczony tą sytuacją.
-Chętnie ci wszystko wyjaśnię.-spojrzała na mnie z ogniem w oczach. Zrobiłem coś?
-Anddy odejdź.-prychnąłem.
-Nie, ona ma zostać i powiedzieć ci wszystko.-Lily chwyciła ją za łokieć i przyciągnęła bliżej.
-Co się stało?-powoli kończyła mi się cierpliwość.
-Więc, Anddy nagadała Kate o tobie i o niej, powiedziała że byliście razem przez dwa miesiące, potem ją zostawiłeś. Powiedziała też że jesteś podrywaczem i wspomniała że tydzień temu się całowaliście. Teraz pytanie ode mnie, czy to jest prawda?-mówiła stanowczym głosem. Zaszokowała mnie. Jak Anddy mogła naopowiadać takich bzdur?!
-Co?! Przegięłaś.-miałem ochotę ją rozerwać. Dziewczyna była przerażona.
-To nie do końca tak było...
-Skończ kłamać!-krzyknąłem prosto w jej twarz.
-Nie kłamałam jej mówiąc że się całowaliśmy.
-Idiotko, miałaś urodziny, pocałowałem cię tylko w policzek gdy wręczałem ci prezent.
-Ale to też pocałunek.-trzymała się twardo, nadal próbowała mnie pogrążyć.
-Przestań.-pokręciłem głową.
-A to że rzuciłeś ją by flirtować z innymi, to prawda?-wtrąciła się Lily.
-Rzuciłem ją, bo miałem powód. Przespała się z Colinem. David widział ich razem i nagrał to. Tak jest prawda.-nie miałem już siły ani ochoty patrzeć na Anddy. Rzygałem nią. Zatkało ją.
-No ładnie na ściemniałaś. I po co ci to?-zapytała Lily nieco uspokojona.
-Chciałam odzyskać cię, Jake.-zwróciła się do mnie. Miałem dosyć jej wymówek.
-Zapomnij. Nawet nie ma mowy.-prychnąłem.
Dziewczyna pokiwała głową.
-A teraz powiedź czy to prawda z tym telefonem. I błagam, skończ wreszcie kłamać bo to nic nie da.-rzuciłem jej ostre spojrzenie. Przełknęła ślinę i pokręciła głową.
-Nie. Nie było żadnej rozmowy.-wymamrotała. Ulżyło mi, myślałem że znowu zacznie kłamać.
-Chwila, jaka rozmowa?-zapytała Lily. Tamta sytuacja ją ominęła.
-Anddy ci to wyjaśni. Powiedź, gdzie jest Kate?-prosiłem. Musiałem jej wszystko wyjaśnić.
Lily nie wiedziała co zrobić, patrzyła na mnie litościwie. Na szczęście mi uwierzyła.
-Poszła do domu.-szepnęła.
-Pieszo?-zdziwiłem się.
-Tak.
-Jadę do niej.-stwierdziłem i pobiegłem w stronę samochodu. Mam nadzieję że Kate mi uwierzy, nie chciałbym jej stracić. Jest dla mnie najważniejsza. Nie wybaczę sobie tego. Nigdy bym jej nie skrzywdził, bo zwyczajnie zakochałem się.
***
Szłam powoli, nie miałam już siły. Nadal myślałam o Jake'u, bez przerwy. Gdy nagle obok mnie, na ulicy pojawiło się czarne BMW. Jake. Odsuną szybę, chyba Lily powiedziała mu wszystko.
-Kate, musimy porozmawiać.-odparł przejęty.
-O czym chcesz gadać?-prychnęłam ze złośliwym uśmiechem.-czy jeszcze czegoś nie wiem?-szłam wolnym krokiem, a on jechał powoli aby dotrzymać mi tępa.
-To nie tak. Anddy nie powiedziała ci prawdy, kłamała. Wyjaśnię ci to wszystko, tylko daj mi na to szansę.-ciągnął. I co? Miałam mu znowu zaufać a potem przez to cierpieć? Nie poczęstuję się kolejną porcją kłamstw, już się przejadłam.
-Daj mi spokój, już się nasłuchałam.
-Kłamstw, a ja chcę powiedzieć ci całą prawdę.-nie reagowałam. Chyba się wściekł. Wyminął mnie i zaparkował auto. Dlaczego tak się zawziął? A jeśli Anddy rzeczywiście kłamała?
-Teraz musisz mnie wysłuchać.-podszedł bliżej mnie, gdy ja podpalałam papierosa. Był lekko zdziwiony tym widokiem. Bywa.
-Nic nie muszę.-ryknęłam podenerwowana. Jego oczy były przepełnione żalem. Może to jakaś sztuczka?
Poczochrał czuprynę i zwinnie przerzucił mnie przez ramie niosąc prosto do samochodu.
-Oszalałeś?!-krzyknęłam.
-Żebyś wiedziała.-prychnął.
-Puść mnie,już!-wrzasnęłam. Nie zareagował. Wniósł mnie do auta, posadził na siedzeniu obok. Był sprytniejszy, zablokował drzwi i okna. Byłam zdenerwowana. Oparłam się wygodnie o siedzenie po czym wzięłam kolejnego bucha pogniecionego papierosa. Spojrzał się na mnie litościwie.
-Wysłuchasz mnie teraz?-zapytał spokojnie. A miałam jakiś inny wybór? Nawet na niego ni spojrzałam. Nie dałam rady.
-Nie zachowuj się tak.-dodał.
-A jak mam się zachowywać? Dziwisz się mi?-powiedziałam ostrzejszym tonem. Miałam ochotę mu wszystko wygarnąć.-Po tym czego się na słuchałam ty jeszcze żądasz żebym cię wysłuchała? Dała szansę?-prychnęłam.
-Ale to były kłamstwa, nie całowałem się z nią tydzień temu. Dałem jej tylko buziaka w policzek gdy wręczałem jej prezent urodzinowy. Po za tym nie rzuciłem jej, bo mi się znudziła. Zostawiłem ją bo przespała się z moim kumplem. Taka jest prawda. Nie wierzysz mi? Idź do Davida, on ma to nagrane. I nie, nie chcę być z Anddy. Ona jest rozpuszczoną dziewczyną bez skrupułów.-opowiedział mi swoją wersję. W jego głosie pojawiła się złość. Może mówił prawdę...
Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Co miałam zrobić?Dopytywać o detale?
-Kate, proszę. Uwierz mi.-spoglądał na mnie z pode łba. Nadal nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy.
-Postępowałeś z nią tak samo jak ze mną? Przejażdżki motorem, wypad nad jezioro, pobyt u ciebie w domu. Z tym też kłamała? Tak samo robisz ze mną, skąd mam wiedzieć że to nie skończy się podobnie?-wreszcie się do niego odwróciłam i ze złością spojrzałam mu w czy. Westchnął.
-przykro mi że nie jestem oryginalny. Po prostu pokazywałem ci to co lubię. Prawie zawsze jeżdżę yamahą, często bywam nad tym jeziorem a co do domu, to pamiętasz chyba dlaczego cię tam zabrałem.-był lekko podenerwowany. Chyba mu uwierzyłam, ale nadal czułam się w jakiś sposób zraniona. Nienawidziłam Anddy, za to jak namieszała mi w głowie.
-Wierzysz mi?-powiedział opanowany. Przełknęłam ślinę. Nie zmieniłam wyrazu twarzy, nadal byłam trochę rozbita. Przegarnęłam delikatnie włosy.
-Wierzę.-mruknęłam i zgasiłam papierosa. Jake odetchnął z ulgą.
-Otwórz drzwi.-dodałam. Zdziwił się.
-Kate...
-Otwórz drzwi, proszę.-przerwałam mu. Zerknęłam na niego, ale już nie zła tylko rozkojarzona. To wszystko stało się zbyt szybko.Za dużo wyjaśnień jak na dzisiaj.Owszem,nie chciałam go stracić, ale nie potrafiłabym się jeszcze tego wieczoru uśmiechać. Nie dałabym rady. Uległ mi. Nacisnął guzik, po czym otworzyłam drzwi bez słowa. Wyszłam z auta, a Jake wbijał wzrok w hamulce. Chyba był tak samo rozbity jak ja. Znowu podniósł wzrok, widziałam zawziętość w jego oczach. Wysiadł z auta, trzasną drzwiami i podążył za mną.
-Co robisz?-powiedziałam zdziwiona. Szedł twardo.
-Coś o co będę walczył.-prychnął śmiechem. Zatrzymałam się. Stał na przeciwko mnie, pół metra dalej.
-Co masz na myśli?
-To i owo.-westchnął i podszedł jeszcze bliżej chwytając mnie za policzki. Rozproszyło mnie to.
-Dlaczego tak strasznie zależy ci na tym żebym nie miała o tobie złego zdania? Po co to robisz?-wzruszyłam ramionami. Zerknął mi głęboko w oczy. Dla niego to było równie krępujące.
-Bo...zależy mi na tobie. Tak jest prawda.-zdjął dłonie z moich policzków. Spodziewałam się tej odpowiedzi, ale i tak przyniosła mi ulgę. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jego mina stała się nie wyraźna, jakby bał się mojej reakcji. Na prawdę mu na mnie zależało, dopiero wtedy to widziałam.
-Chyba przesadziłem.-prychnął. I powoli się wycofał. Zorientowałam się że to prze ze mnie,że to przez to jak zareagowałam. Otrząsnęłam się.
-Poczekaj.-rozbiegłam się w jego stronę. Odwrócił się nie pewnie, gdy nagle rzuciłam się mu na szyję. Ścisnęłam jak najmocniej. Był zdziwiony, bo dopiero po chwili mnie objął. Ścisnął mnie z całej siły. Od razu poczułam się lepiej. Czułam bicie jego serca, waliło jak szalone. Podobnie jak i moje. Ciężko było mi oddychać. Cholernie się cieszyłam że to były tylko głupie wymysły tej zołzy. Mam go przy sobie i nie wypuszczę go teraz tak łatwo.
  • awatar demogorgon: laptop mam zpowrotem to moogę wreszcie skomentować :D haha świetne jak zawsze to ide czytać dalej :D
  • awatar Smuteczek...: świetny gif :3 obserwuję :)
  • awatar Gość: Piękne. Uwielbiam to. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ciąg dalszy...
Rozmawiałam o tej sytuacji z Jasmin, powiedziała że to ona porozmawia z Molly, co oznaczało że nie chciała źle dla Lily. Cieszyło mnie to. Pomogłam dziewczynie wymsknąć się z domu, bo chciała spotkać się z Tylerem. Moim zdaniem Molly nie powinna oceniać go bez podstaw. Owszem, nie był wzorowym uczniem, nie pochodził z najbogatszej rodziny ale to nie znaczy że jest złym człowiekiem.
Dochodziła piąta. Byłam przygotowana na spotkanie z Jake'm. Włożyłam na siebie koszulę w kratkę, rurki i jak zwykle trampki. Zeszłam na dół by uprzedzić ciocię.
-Wychodzę, wrócę późno.-Molly siedziała w kuchni, czytała czasopisma.
-Dobrze, ale dzwoń gdybyś miała nie wrócić na noc. Rozumiesz, nie chcę się zamartwiać.-zdziwiła mnie lekko jej odpowiedź. Skąd ten pomysł?
-Dobrze. Pa.-chwyciłam czarną skórzaną kurtkę i wyszłam z budynku. Rozglądałam się po chodniku ale nie widziałam yamahy ani samochodu Jake'a. Byłam jednak spokojna. Wiedziałam że przyjedzie. Zerknęłam na telefon, było piętnaście po piątej. Dopiero wtedy zaczęłam się martwić. Nie rezygnowałam. Usiadłam na ławce przed blokiem, cały czas sprawdzając telefon. Gdy nagle poczułam czyjś oddech na karku. Odwróciłam się gwałtownie.
-Długo czekasz?-zapytał Jake, wyłaniając się zza moich pleców.
-Dwadzieścia minut.-zmarszczyłam brwi.
-Przepraszam, nie mogłem zaparkować auta.-usiadł koło mnie. Pokręciłam głową. Myślałam że już nie przyjedzie, znowu się myliłam.
-OK, myślałam że nie przyjedziesz.
Zaśmiał się.
-Serio we mnie zwątpiłaś? Przecież mówiłem ci że nie jestem taki.
-No wiem, wiem. Nie ważne. To gdzie dzisiaj ruszamy?-zapytałam klepiąc się po kolanach.
-Dostałem zaproszenie na imprezę urodzinową Davida, mojego kumpla i było by miło gdybyś chciała mi towarzyszyć.-spojrzał się z pode łba.
-Ale nie jestem ubrana, nie pojadę tak na imprezę.-roześmiałam się.
-Wyglądasz bardzo dobrze, nie marudź. To zwykła impreza, posiedzimy chwilę i się zwiniemy. Lily i Tyler też tam są.-starał się mnie przekonać.
-No nie wiem.-podrapałam się po głowie.
-Oj chodź, zabawimy się.-potarł dłonie.
-No dobra.-mruknęłam.
-Wiedziałem że mi nie odmówisz. urok osobisty robi swoje.-zachichotał, rozdziawiłam usta.
-Żartujesz chyba, idę bo chcę się zabawić.-pokiwałam głową.
-Jasne, jasne. Chodź.-westchnęłam, gdy on wstał i chwycił mnie za rękę. W środku skakałam z radości.
Szliśmy chodnikiem aż do parkingu za drugim blokiem. Otworzył mi drzwi do auta, na co wybuchłam śmiechem. Ruszyliśmy w drogę. Włączyłam radio, akurat leciała piosenka Rihanny 'where are you been on my life'. Przypadek? Nie sądzę. Męczyłam go moim coverem przez całą drogę, rozbawiłam go tym, bo za każdym razem gdy na mnie zerkał prychał śmiechem.
Dojechaliśmy do ogromnego domu. Pod budynkiem stało ponad piętnaście samochodów. Myślałam że będzie odrobinę miej. Trudno. Wysiedliśmy z samochodu i podążyliśmy za dom, gdzie odbywała się głośna impreza. Moim oczom ukazał się ogromny tłum ludzi w strojach kąpielowych, duży basen oraz boisko do siatkówki. Ten cały David był chyba nieźle dziany. Podchodzili do nas różni ludzie, witali się i pytali 'co tam?', odpowiadałam chodź nużyły mnie te pytania. Podeszła też Lily i Tyler. Wyglądali na bardzo szczęśliwych. Rozglądałam się po otoczeni i zauważyłam grupkę dziewczyn w skąpym bikini, które pożerały mnie wzrokiem. Chociaż nie. Pożerały wzrokiem Jake'a a mi wbijały sztylety. Chciało mi się śmiać, ta sytuacja była żenująca. Chłopaki zorganizowali sobie przyjacielski mecz siatkówki. Jak zwykle Jake nie mógł się odpędzić od chłopaków, którzy namawiali go do zagrania. Tym razem ja tez go wyganiałam do gry. Uległ mi, a raczej mojemu urokowi osobistemu. Był w drużynie jubilata. Wszyscy gracze pozdejmowali koszulki. Dziewczyny dosłownie piszczały, ja siedziała cicho napawając się widokiem Jake'a. Wszystkie dziewczyny na niego ukradkiem zerkały. Poczułam się trochę zazdrosna, jednak nie przejmowałam się tym. Lily siedziała na leżaku koło mnie, opalała się w podwiniętej koszulce. Zdjęłam kurtkę i również podwinęłam koszulę. Nie miałam na co marudzić, mój brzuch był płaski.
-Jest tu jakieś piwo?-zapytałam.
-Jest. Mi też przynieś. Znajdziesz je w środku w przenośnej lodówce.
-No dobra, zaraz wracam. Wstałam i ruszyłam się w stronę domu. Weszłam przez otwarte szklane drzwi. Dom był ogromny i elegancki. W środku również siedzieli inni, w pomieszczeniu było chłodniej. Skierowałam się do kuchni i z lodówki wyjęłam dwie puszki piwa. Odwróciłam się a za barkiem pojawiły się dziewczyny, które zabijały mnie wcześniej wzrokiem. Uśmiechnęły się sztucznie.
-Hej, czy ja cię znam?-zapytała brunetka w błyszczącym bikini.
-Nie sądzę.-odparłam.
-Dziewczyny, zostawcie mnie na chwile same. Muszę chwilę porozmawiać.-zerknęła na nie po czym reszta jej świty wyszła na zewnątrz. Podeszłyśmy do drzwi, stamtąd dobrze widziałam Jake'a.
-O czym chcesz gadać?-zapytałam spokojnie. Westchnęła zakładając dłonie na piersi.
-Mam na imię Anddy, a ty to?
-Kate.
-Chyba jesteś tu nowa. Widzę że spotykasz się z Jake'm. Też z nim kiedyś chodziłam.-to mnie trochę rozkojarzyło.
-I?-udawałam że mam to gdzieś, bo po części tak było.
-Jake to manipulant i flirciarz. Zarywa do każdej dziewczyny, serio. Byłam nim dwa miesiące, a potem mnie zostawił. Bez słowa.-jej mina była zabójcza. Starałam się dorównać jej minie, ale byłam rozbita.
-Kłamiesz, Jake nie jest taki.-powtarzałam.
-Czyżby? Zabrał cię do mieszkania? Woził cię swoją yamahą? Zabrał cię nad jezioro? Zemną było tak samo.-uśmiechnęła się złośliwie. Zamurowało mnie. Nie dopuszczałam do siebie tej myśli.
-Skończyłaś?-westchnęłam ze złością w oczach, a ona zrobiła krok w moją stronę.
-Posłuchaj, mam gdzieś co zrobisz ale chciałam ci wyjaśnić parę kwestii. Jake nadal jest mój, tydzień temu się całowaliśmy, więc być może go odzyskam. Chciałabym, bo jest cholernie przystojny. A tobie radzę się nie mieszać w te sprawy, bo to może skończyć się płaczem.-miałam gdzieś tą laskę, miałam do czynienia z gorszymi zdzirami. Byłam zawiedziona Jake'em,chodź nie miałam pewności czy ta dziewczyna mówiła prawdę.
Zaśmiałam się jej prosto w twarz.
-Wiesz jak to teraz wygląda? Jesteś po prostu zazdrosną byłą, która myśli że jeśli potrząśnie tyłkiem na prawo i lewo to stanie się kimś. I tu się pomyliłaś. Ta historyjka zrobiła z ciebie zazdrosną sukę.-przysunęłam się bliżej.Zrobiła minę którą będę pamiętać na wieki, widziałam że nie spodziewała się takiej reakcji. Prychnęłam, po czym wyszłam z pomieszczenia. Wróciłam do Lily. Dosłownie rzuciłam się na leżak. Podałam jej piwo i rozłożyłam się wygodnie na leżaku. Przerosło mnie to. Nie mogłam w to uwierzyć.
-Stało się coś?-Lily to zauważyła. Otworzyłam piwo i wzięłam kilka dużych łyków. Siedziałam na przeciwko boiska razem z innymi obserwatorami meczu. Patrzyłam na Jake'a, chociaż czułam się oszukana. Poniżył mnie.
-Jakaś Anndy opowiedziała mi trochę o Jake'u. Okazało się, że z nią chodził, ale nadal podrywał inne laski. Po dwóch miesiącach ją zostawił. I podobno tydzień temu się całowali. Powiedziała też że nadal jej się podoba i postara się by znowu do niej wrócił.-powiedziałam co usłyszałam i znowu wzięłam kilka łyków piwa. Lily rozzłościła się, i też wzięła parę łyków.
-Zabiję ją. Kate, nie słuchaj tej idiotki, ona zawsze kłamie. Może i chodziła z Jake'm, ale to nie znaczy że on jest ten zły. Może po prostu rzucił ją bo miał powód, Anddy zawsze była zdzirą, każdy to wie.-próbowała mnie uspokoić, ale sama myśl że on taki jest przyprawia mnie o dreszcze.
-A jeśli to wszystko prawda?-mruknęłam.
-Może po prostu chce się na nim zemścić i teraz obrabia mu dupę. Tak też może być.
-Wiesz, ale postępował z nią tak samo jak ze mną. Zabierał ją nad jezioro, woził motorem itd. To też kłamstwo?-spojrzałam na nią. Zmieniła wyraz twarzy. Jednocześnie wzięłyśmy kolejne łyki piwa.
-Nie wiem, Kate. Wydaje mi się że ona ściemnia.
-Chciałabym.-mruknęłam. Zobaczyłam jak Anddy przygląda się Jake'owi. To jeszcze bardziej mnie dobijało. Wydawało mi się że to prawda, bo gdyby było inaczej skąd by to wszystko wiedziała? I te to że jeszcze tydzień temu się całowali...Boże, jak ja dałam się łatwo nabrać. Jestem naiwna, a za naiwność się słono płaci. Dopiłam piwo i wstała. Opuściłam koszulę i zdjęłam kurtkę z krzesła.
-Ty palisz prawda?-zapytałam Lily.
-No tak, a co?-zerknęła na mnie podejrzliwie.
-Dasz mi jednego?-zapytałam wkładając ręce w kieszenie spodni. Zdziwiła się.
-Ty palisz?-chyba ją zaszokowałam.
-Paliłam. Daj mi teraz jednego.-kiwnęłam głową.
-Na pewno?-zapytała.
-Daj, proszę.-Wyjęła z kurtki całą paczkę i poczęstowała mnie jednym.
-Dzięki, masz jeszcze zapalniczkę?
-Mam nawet kilka.-z drugiej kieszeni wyjęła czerwoną zapalniczkę.
-Ja idę.-szepnęłam.
-Co? A Jake?-odwróciła się gwałtownie.
-Powiedz mu, że... Nie wiem.Powiedz że musiałam wracać.-spojrzałam na niego jeszcze raz. Czułam się cholernie oszukana. Chciało mi się płakać. Wyszłam z posesji i kierowałam się w stronę z której jechaliśmy. Na szczęście zapamiętałam trasę. Znowu mnie zranili, znowu dałam się oszukać. Dlaczego mu zaufałam? Po drodze zapaliłam papierosa. Dym dawał mi ukojenie. Dzięki temu mniej się przejmowałam. Starałam się zapomnieć o tym wszystkim, ale... Nie mogłam go wyrzucić ze swojej głowy.
 

 
Rozdział 18.
"Only hope."
Całą historie opowiedziałyśmy Jasmin zaraz po śniadaniu. Dzisiaj znowu miałam spotkać się z Jake'm, ale nie wiem o której. Może o tej godzinie co wczoraj? Molly miała dziś wolne, na szczęście Jasper poszedł do pracy. Ten człowiek działa mi na nerwy. Ciocia usiadła z nami w salonie przed telewizorem. Akurat leciał film z Orlando Bloom, jej ulubiony aktor.
-Kate, widzę że chyba się z kimś zaprzyjaźniłaś. Częściej wychodzisz z domu.-Molly zerknęła na mnie.
-Zapoznałam ją z moimi znajomymi.-wtrąciła się Lily. Nie chce mówić cioci o Jake'u. Jeszcze nie.
-To miło. Zauważyłam też że ty i Jasmin się dogadujecie.-Jasmin prychnęła.
-No powiedzmy.-mruknęła Lily. Molly zaśmiała się. Było spokojniejsza. Nagle z góry dobiegł mnie dźwięk. Dzwonił mój telefon. Miałam nadzieję że jakimś cudem Jake zdobył mój numer. Popędziłam jak najszybciej na górę. Chwyciłam za komórkę i przyłożyłam do ucha.
-Tak?
-Cześć córeczko.-zabrzmiał donośny głos mojego ojca. Nie spodziewałam się. Zdziwiłam się.
-Hej, tato.
-Opowiadaj, jak tam?
-Wiesz, dobrze mi się tu mieszka, zaprzyjaźniłam się z dziewczynami i resztą ich znajomych.
-Cieszę się, dzwoń do mnie kiedy chcesz. Tęsknie.
-Wiem, ja też. Będę dzwonić do ciebie raz w tygodniu. Dobrze?
-Dobrze.
-No to pa, tato. Do usłyszenia.
-Do usłyszenia.-tęskniłam za nim.
Położyłam się na łóżko. Miałam nadzieję, że to Jake. Za nim tęskniłam jeszcze bardziej, Mimo że widzieliśmy się wczoraj. Nagle do pokoju wparowała zapłakana Lily. Zerwałam się z łóżka.
-co się stało?-zapytałam.
-Mama zabroniła mi spotykać się z Tylerem.-jęknęła.
-Powiedziałaś jej o nim?
-Uznałam że najwyższy czas. Podałam jej imię i nazwisko. Powiedziała że wie o kogo chodzi i że to złe towarzystwo dla mnie. A na konic powiedziała, co bybyło gdyby Jasper się dowiedział.-wyjśniła mi sytuację.
-Co ma do tego Jasper? Nie powinno tak być. Porozmawiam z nią o tym, nie rozumiem.-wzruszyłam ramionami.
-Nie biorę sobie do serca jej zakazów. Nie przestanę się z nim spotykać. Nie poddam się tak łatwo.-szepnęła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ciąg dalszy...

-Pływałeś już w tych 'zawodach'?
-Nie raz.
Nagle podszedł do nas jakiś napakowany chłopak.
-Jake, chodź. Zabawimy się.-klepnął go po ramieniu.
-Nie dzisiaj, nie jestem sam.-przysunął się bliżej mnie.
-Aa, rozumiem. Ale dziewczyna może zaczekać prawda? To nie potrwa długo.-wzruszył ramionami. Nie chciałam żeby Jake brał w tym udział. Było już ciemno, bałam się że coś mu się stanie.
-Nie, stary.-pokręcił przecząco głową. Zza pleców chłopaka wyłoniła się osoba, przez którą czułam gęsią skórkę na plecach. Znowu ten mężczyzna. Wzięłam głęboki wdech. Jake zdenerwował się gdy zobaczył go w pobliżu. Stanął przy moim ramieniu, ze wściekłością w oczach.
-Oj koleś,no co ty. Wymiękasz?-odezwał się mój koszmar. Jake był czujny przez cały czas. Czułam się przy nim bezpiecznie, ale bałam się że ten mężczyzna może zrobić mu krzywdę.
-Nie rozumiesz, że nie chce? Dotarło to do ciebie czy mam powtórzyć?-powiedział donośnym głosem.
-Spokojnie. To tylko zabawa, twoja towarzyszka chyba zaczeka.-zerknął szyderczo na mnie, co jeszcze bardziej denerwowało Jake'a.
-I co? Ty też bierzesz udział? Szukasz rywala?-prychnął Jake.
-Tak, dlatego wyzywam cię na to wyzwanie. Tchórzysz?-zarechotał złośliwie.
-oczywiście że nie. Jeśli tak bardzo tego chcesz to nie ma sprawy.-wzruszył ramionami. Widziałam że był podenerwowany. Nie, tylko nie to, pomyślałam.
-Więc zapraszam.-koleś poszedł w stronę plaży. Jake odwrócił się do mnie twarzą.
-Co ty wyprawiasz?-zapytałam.
-Bronię cię. To nie potrwa długo, zaraz wrócę.-położył swoje dłonie na moje ramiona.
-Masz pewność?-mruknęłam. Nie odpowiedział.
Podeszliśmy do brzegu. Tam stało kilkunastu chłopaków. Wśród nich Jake. Bałam się jak cholera. Trzymałam w rękach jego t-shirt. Zerkał na mnie,był pewny siebie. Jak zawsze.
Miałam nadzieję że wróci cały i zdrowy, nie chciałabym go stracić. Lily mnie znalazła i podeszła bliżej.
-Jake też płynie?
Przytaknęłam głową.
-Spójrz.-wskazała palcem na chłopaka stojącego obok Jake'a. Wysoki szatyn z śnieżnobiałym uśmiechem i piwnymi oczami.-to Tyler. Myślisz że się o niego nie boję? Ale i tak go nie powstrzymam.-posmutniała.
-Teraz już rozumiem.-stwierdziłam.
-Kate, mam pytanie. Ale powiedz prawdę.-spojrzała mi prosto w oczy. Przytaknęłam.
-Jake ci się podoba, jesteś w nim zakochana?
Dopiero teraz zaczęłam się nad tym zastanawiać. Gdy tylko na niego spojrzę mam wrażenie jakby nic innego się nie liczyło, jakby to on był najważniejszy w tym wszystkim. Pierwszy raz coś tak mocno mnie poruszyło. Nigdy nie czułam tak silnego uczucia do nikogo innego. To co czułam do mojego byłego chłopaka to przy tam pikuś. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Od pierwszego spotkania coś mi jest. Tak jakby był moją śmiertelną chorobą, jakby stał się przypadkowo moim cholernym nałogiem. Zrozumiałam to. Wszystko. Ale czy Jake czuję coś takiego do mnie? Wcześniej mówił że jest wolny, że jest mu wszystko jedno... Pogubiłam się.
Za gwizdkiem panowie wskoczyli z ogromnego molo do wody. W tym czasie zacisnęłam powieki. Nie odpowiedziałam też na pytanie Lily. Nie potrafiłam powiedzieć tego na głos. Otworzyłam oczy,widziałam jak ich sylwetki znikają w ciemności. Liczyłam każdą sekundę, każdą minutę.
Minęło dziesięć minut i czterdzieści osiem sekund. Dlaczego jeszcze ich nie ma? Lily też się denerwowała. Cały czas skubała paznokcie. Nagle usłyszeliśmy pluskanie. Przegarnęłam włosy, by lepiej widzieć. Płynęła cała grupa, chyba cała... Cały tłum wypłynął na powierzchnię, ciężko było stwierdzić kto był pierwszy. Nie obchodziło mnie to. Podbiegłam do brzegu z innymi dziewczynami. Każda z nich podchodziła do kogoś innego, a ja starałam się znaleźć w tłumie twarz Jake'a, dopóki nie usłyszeliśmy wycia policyjnych syren.Wszyscy byli przestraszeni i uciekali w każdą stronę. Widziałam Tylera i Lily. Kierowali się w stronę lądu. Dziewczyna chwyciła mnie za rękę.
-Ja nie idę. Muszę znaleźć Jake'a. Uciekaj, już.-krzyknęłam wśród spanikowanego tłumu. Podeszłam ponownie do brzegu. Nie widziałam go. Spanikowałam. Łzy napływały mi do oczu, ale mimo to wzięłam się w garść i wskoczyłam do wody. Płynęłam przed siebie mimo że prawie nic nie widziałam. Przed sobą zobaczyłam jakieś zarośla z których dobiegały mnie głosy. Podpłynęłam jak najszybciej. Ktoś się kłócił. Rozpoznałam głos Jake'a i tego mężczyzny. Jake mnie zauważył.
-Kate?-krzyknął. Widziałam, zaplątali się w wodorosty. Podpłynęłam do Jake'a. Jego stopy były zaplątane w rośliny.
-Zaraz coś wymyśle.-wymamrotałam. Oprawca spojrzał się na mnie litościwie.
-Pomóż mi.-choć w tamtej chwili miałam ochotę go tam zostawić, to czułam że nie mogę tego zrobić. Mimo wszystko to nadal człowiek. Przytaknęłam głową.
-W lewej kieszeni spodenek mam chyba nóż, David prosił żebym przyniósł go do krojenia kiełbasek.-łykał wodę. Wzięłam głęboki oddech i zanurkowałam, Odpięłam kieszeń i zwinnie wyjęłam z niej scyzoryk. Wynurzyłam się jak najszybciej.
-Mam go.-przegarnęłam włosy i zaczęłam przecinać wodorosty. Na początku uwolniłam Jake'a. Następnie on pomógł mi wydostać tamtego kolesia. Nie było łatwo, był zaplątany po uda. Na szczęście daliśmy radę. Dotarliśmy na brzeg jeziora. Gdy tylko wyszliśmy na plażę Jake podszedł do mnie i nadal wzdychając przytulił mnie jak najmocniej.
-Przeprasza i dziękuję. Ale nie powinnaś wskakiwać do wody, skąd wiedziałaś że tak jesteśmy?-mruknął.
-Nie wiedziałam. Skoczyłam bo nie wróciłeś na ląd.-odetchnęłam już z ulgą.
-Odważyłaś się?-spojrzał mi głęboko w oczy.
-Zrobiłam to bo nie chciałam żeby coś ci się stało. Po prostu przestraszyłam się.
-Już dwa razy dla mnie skakałaś, wiesz o tym?-prychnął z delikatnym uśmiechem.
-Wiem. I gdybym musiała zrobiła bym to jeszcze raz.-powiedziałam to co chciałam mu powiedzieć, nawet jeśli jest mu to obojętne.
-Wiem to. Uwierz mi, że gdybym musiał po raz kolejny ratować cię od jakiegoś natrętnego gościa, zrobił bym to mimo wszystko.-położył dłonie na moje policzki, Lekko się uśmiechnęłam.
-Wiem to, wiem.-Dotknęłam jego dłoni spoczywających na mojej twarzy. Jego oczy były przepełnione ciepłem i troską. Nagle włączyły się koguty policyjne.
-Uciekamy.-szepnął, Chwycił mnie za rękę. Poczułam kojące ciepło. Biegliśmy przez zarośla do miejsca w który zostawiliśmy ścigacz. Jak najszybciej wskoczyliśmy na pojazd i ruszyliśmy w drogę. Trzymałam Jake'a za brzuch. Dzięki temu czułam się bezpieczna. Oparłam głowę na jego plecach gdy wracaliśmy do centrum. Cieszyłam się że znowu jest przy mnie.
Zatrzymał się przed mieszkaniem. Dochodziła północ. Ześlizgnęłam się z motoru, co było proste bo byłam cała mokra. Jake wyprostował się.
-Nie mam siły, padam na twarz.-zaśmiałam się.
-Nie dziwię się, miałaś dzień pełen wrażeń. To było coś.-pokręcił głową.
-Było miło.-zachichotałam. Uśmiechnął się.
-Cholernie.
Na chwilę spuściłam głowę.
-Mogę cię o coś zapytać?-Jake zsiadł z yamahy i oparł się o nią.
-Mów.-zerknął. Zrobiłam kilka malutkich kroczków w jego stronę.
-Dlaczego zgodziłeś się na wyzwanie?-uśmiechną się niepewnie.
-Chciałem mu pokazać że nie jest pępkiem świata. Nie podobało mi się jak na ciebie patrzy.-odwrócił wzrok.
-Jak to? Co był w jego spojrzeniu?-zapytałam wkładając dłonie w kieszeń leginsów.
-Patrzyła na ciebie jak na zabawkę, jak na jakiś smaczny kąsek którym można się delektować do czasu aż połknie się go w całości.-wyjaśnił mi wszystko. Czyżby był zazdrosny i jednocześnie zmartwiony? Chyba tak.
-Martwiłeś się tylko, rozumiem.-przytaknęłam.
-Nie tylko to. Można by powiedzieć, że byłem trochę...zazdrosny. Odrobinę. Nie chciałem żeby znowu coś ci zrobił, to przede wszystkim.-nie wiem czemu ale ta odpowiedz sprawiła, że poczułam się lepiej.
-Zazdrosny? O co?-zapytałam robiąc kolejny krok.
-O to jak na ciebie patrzy, to nie było przyjemne uczucie.-spojrzał na mnie.
-Rozumiem. No cóż, nie masz się czym przejmować. Muszę już iść.-pokręciłam głową.
-Powinnaś. Możesz się przeziębić, jesteś mokra. Lepiej idź się wysuszyć.
-Ale spotkamy się jeszcze tak?-rzuciłam mu ponętny uśmiech. Roześmiał się.
-Na pewno, mam taką nadzieję.-jego oczy zabłyszczały.Szczerze mówiąc liczyłam że wykona jakiś krok. No trudno.
-To dobranoc.-machnęłam dłonią po czym się odwróciłam.
-Stój.-powiedział wyraźnie. Zwróciłam się w jego stronę. Podszedł zwinnym krokiem, chwycił moje policzki i przysunął się do mnie łącząc ze sobą nasze usta. Muskał mnie delikatnymi wargami, czułam że odpływam. Położyłam ręce na jego szyje jeszcze bardziej przysuwając go do siebie. Oderwałam się.
-To do jutra.-uśmiechnęłam się i znowu przyłożyłam swoje usta do jego.
-Do jutra.-Zaśmiał się. Pokochałam jego uśmiech. Odwróciłam się ale nadal zerkałam w jego stronę. Zza szyby drzwi mu pomachałam. Chyba był szczęśliwy. Bo patrzył się potem w niego z szeroko wyszczerzonymi zębami. Nie mogłam się doczekać kolejnego spotkania. I tym razem zrobię wszystko by się we mnie zakochał. O ile już tak nie jest.
 

 
Rozdział 17.
"Stay with me, ok?"
Zauważył mnie. Jego wyraziste oczy spoglądały prosto na mnie. Dzisiaj widziałam go o wiele wyraźniej. Miał delikatny zarost i krótko ścięte brąz włosy. W dłoni trzymał butelkę piwa. Czułam jak moje serce szybciej pompuje krew. Rozejrzałam się za Jake'm. Nie widziałam go, co sprawiło że poczułam się jeszcze gorzej. Czułam się bezradna. Ten chłopak uśmiechnął się do mnie zadziornie i podniósł butelkę piwa, jakby wznosił za mnie toast. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę motoru. Nie było tam Jake'a. Nie wiedziałam co robić,prawie nie znałam tych ludzi, ale czy ten koleś to jeden z ich 'bandy'? Jest jednym z nich?
Otaczali mnie obcy. Szłam powoli z nadzieją że w tłumie znajdę Jake'a. Odwróciłam się o 180 stopni. Tuż za mną stał ten mężczyzna. przełknęłam głośno ślinę a moje oczy zdradziły mój strach. Pobiegłam w przeciwną stronę. Zatrzymałam się na chwilę by się jeszcze rozejrzeć, byłam z powrotem tuż przy brzegu. Gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie. Ulżyło mi gdy ujrzałam tą osobę. Jake trzymał w dłoni dwie szklane butelki piwa, ale nie zważając na to po raz kolejny rzuciłam się mu na szyję. Był bardzo zdziwiony,lecz wyczuł że coś jest nie tak. Cała się trzęsłam ze strachu. Bałam się że ten człowiek znowu będzie chciał mi coś zrobić. nie rozumiem dlaczego wybrał sobie mnie na ofiarę. Jake zmarszczył brwi.
-Kate, co jest?
-On tu jest.-wymamrotałam nie wypuszczając go z moich objęć. Jake nie wiedział o kogo chodzi.
-Kto?-zapytał podejrzliwie.
-Ten chłopak. Ten który zaatakował mnie tamtego dnia.-wyjaśniłam,ale zauważyłam że głos cały czas mi drży. Jake rzucił piwa na trawę i objął mnie z całej siły.
-Spokojnie, jestem tu. Nawet się do ciebie nie zbliży.-Odpowiedział podenerwowany.
-Czemu tak długo cię nie było?
Jake przełknął z trudem ślinę.
-Ktoś mnie zawołał na chwilę.
-Bałam się, zostałam sama wśród tych wszystkich ludzi.Szukałam cię.-puściłam go powoli. Spojrzałam na niego nadal przerażonymi oczami.
-Wybacz mi, naprawdę nie sądziłem że on tu jest. Nie spodziewałem się go tutaj. Nie znam tego człowieka.-poczochrał włosy, a w jego oczach widziałam złość i żal.
-Ale gdybyś nie przyszedł...-zatrzymałam się na chwilę by złapać oddech.-Byłabym zupełnie bezradna.-wzruszyłam ramionami.-Nie znam tu nikogo, nawet nie pamiętam ich imion, nie wiedziałam gdzie mam pójść...-zaczęłam się jąkać. Jake chwycił mnie za ramie i przyciągnął do siebie. Przytulił mnie z całej siły. Potrzebowałam tego.
-Nie zostawię cię więcej, obiecuję.-wyszeptał.
-Zostań ze mną, proszę.-wyjęczałam.
-Obiecuję.-uniósł głowę z nad mojego ucha i lekko pocałował mnie w czoło. Czułam jego kojące ciepło.
Gdy mieliśmy już iść, jakiś koleś krzyknął.
-No to jak, czas na zawody. Jak zawsze chłopcy. Chodźcie wszyscy.
Spojrzałam na Jake'a.
-Co za zawody?-zapytałam.
-Wszyscy panowie z imprezy obowiązkowo muszą do tego przystąpić. Polega to na tym że muszą wskoczyć i przepłynąć do środka jeziora, po czym zawrócić. Kto pierwszy dopłynie do brzegu, staje się nietykalny. To taka jakby zabawa.-wyjaśnił mi wszystko, ale nie rozumiałam co w tym fajnego. Może i jest to ciekawe, lecz niebezpieczne. Przecież komuś może się coś stać.
-Ale ty chyba nie startujesz, prawda?-zaśmiał się.
-Nie dzisiaj.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 16.
"Never say never."
Dochodziła 9. Zadzwoniłam do Molly i powiedziałam że wrócę późno. Nie miała nic przeciwko. Jake i ja spacerowaliśmy jeszcze wzdłuż jeziora. Wydawało mi się że potym całym zdarzeniu w wodzie, zaczął na mnie czulej patrzeć. Coś we mnie zaczęło iskrzeć, dawno nie czułam takiego uczucia. Nagle usłyszeliśmy jakieś głosy zza drzew. Jake był trochę rozproszony. Szedł przodem, ja zaraz za nim. Wyłoniliśmy się z zarośli a naszym oczom ukazał tłum ludzi przy ognisku. Jake rozpoznał tych ludzi, poznałam to po jego uśmiechu. Szczupły chłopak z limonkową czapką. przywitał się z moim towarzyszem i zerknął na mnie. Uśmiechnęłam się nie pewnie.
-Stary, siema. Nie odbierałeś telefonu, ale już chyba wiem dlaczego.-zerknął na nie ukratkiem i uśmiechnął się rozbawiony.
-Sory, co za impreza?-Jake rozglądał się po towarzystwie.
-Wpadło pare osób, zrobiliśmy małe ognisko.-chłopak wydawał się był pijany. Jake przytaknął sprośnie głową.
-Miłej zabawy.
Jake puścił mi oczko, na znak abyśmy podeszli bliżej. Jake przedstawił mi kilka swoich znajomych. Nawet nie zapamiętałam ich imion.Nagle z tłumu wyłoniła się znajoma sylwetka. Lily.
-hej, ty tutaj?-Przywitała mnie.
-Przypadkowo.-Jake stał obok mnie ale nie odezwał się.
-A, to jest Jake.-przedstawiłam jej mojego bohatera.
-Hej, miło poznać.-podał jej dłoń.
-No hej, Lily. Kuzynka Kate.-uśmiechnęła się szeroko.
-Kate, przedstawiłabym ci Tylera ale gdzieś zniknął. Pojechał chyba ź chłopakami po piwo. A wy chcecie małego browara? są w torbie koło tamtego motocykla.-wzkazała palcem na granatowy motor.
-Nie wiem. Zobaczy się.-stwierdziłam.
-Przepraszam was na chwilę ale muszę poszukać Tylera. Powinian już być.-pomachała nam i ztraciłam ją z oczu.
-To jak? Chcesz piwo?-zapytał rozbawiony chłopak.
-Tylko jedno.-pokazałam wskazującym palcem. Przytaknął.
-Skoro tak to zaraz wracam.-poszedł w stronę motocykla. Stałam przy brzegu jeziora rozglądając się po tłumie. Nagle zamarłam. Byłam przerażona. Był tam. Moj koszmar, człowiek który mnie zaatakował...
  • awatar Ever: Wow, nieźle :D
  • awatar kochaj mnie namiętnie tak: czeka na następny!!!ciekawe jak zareaguje tamten koleś :)
  • awatar demogorgon: jej serio przeczytałam dziś wszystkie rozdziały i nie mogę się doczekać następnego, pisz szybko! teraz cały czas będę myśleć co dalej jezu kocham♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 15.
"I can't stop thinking of you.'
Cieszyłam się że go poznałam. Jest szalony, ale uwielbiam go za to. Siedzieliśmy na molo, moczyliśmy nogi i ogrzewaliśmy się w słońcu. Jake przywiózł mnie nad jakieś jezioro. Sporo rozmawialiśmy, nawijaliśmy o wszystkim.
W końcu wstał i włożył ręce w kieszeń.
-Wskoczysz do wody?
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Oszalałeś? Pewnie jest głęboko.
-Pływałem tu kiedyś, jest około 2 metrów na środku jeziora. Nie umiesz pływać?-zerknął.
-Umiem, ale trochę się boję.
-To wejdź do wody.-zachichotał.
-Nie chcę.-wzruszyłam ramionami.
-Zobaczymy.-mruknął żartobliwie.
przeczesał włosy i zdjął z siebie białą koszulkę. Spodenki zostawił n sobie.Buty położył na swoją yamahę i podszedł do mnie.
-Na pewno?
Zobaczyłam jego umięśniony brzuch. Zrobiło mi się duszno na ten widok. Mrugnęłam kilka razy żeby nawilżyć oczy.
-No raczej.-przytaknęłam.
Wzruszył ramionami. Wziął wielki rozbieg i chlusnął do wody. Zapiszczałam gdy krople wody poleciały prosto na mnie.
-No ej!-krzyknęłam żałośnie. Zanurzył się pod wodę i straciłam go z oczu. Nie wynurzał się przez dłuższą chwilę. Przestraszyłam się. Wstałam z mola, gdyż zaczęłam panikować.
-Jake?-wołałam. Nic. Nikt się nie odzywał. Wędrowałam po molo i zastanawiałam co zrobić. Cholernie się o niego bałam. Zdjęłam koszulę, podgięłam leginsy oraz wyrzuciłam buty na brzeg. Rozpędziłam się i szybkim susem wskoczyłam do jeziora. Woda nie była zimna, czego się spodziewałam. Cały czas go wołałam ale nic. Pływałam po jeziorze, nurkowałam ale nie widziałam go. Wpadłam w panikę, nie wiedziałam co robić. Nagle coś podniosło mnie za nogi do góry, wystraszyłam się jeszcze bardziej. Spadłam znowu do wody i za sobą ujrzałam Jake'a. Kamień spadł mi z serca. Rzuciłam się mu na szyję i przytuliłam go z całej siły.
-Co ty do cholery robisz? Oszalałeś?!-wymamrotałam. Położył rękę na moje mokre włosy. Byliśmy cały czas w wodzie, nie czułam dna pod stopami.
-Spokojnie. Chciałem tylko zobaczyć twoją reakcje.
-Więcej tak nie rób, przestraszyłeś mnie.
-Nie chciałem. Przepraszam.-Ścisnął mnie jeszcze mocniej.-Ale martwiłaś się o mnie.
-No pewnie że się martwiłam. Myślałam że się nie wynurzysz.
-Przepraszam.
-Nie rób tak nigdy więcej.-rozkazałam przerażona.
-Obiecuję.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział 14.
"You are my reflection."
Siedziałyśmy przy stole w kuchni, cała nasza trójka. Opowiedziałam Lily wydarzenia z poprzedniego dnia. Zamurowało ją, dosłownie. Byłyśmy same w domu, bo Molly i Jasper byli jeszcze w pracy. Wypiłyśmy gorącą owocową herbatę. Nagle otworzyły się drzwi. Molly i Jasper wrócili. Ciocia rzuciła torebkę na fotel i podbiegła do mnie. Siedziałam otulona wełnianym kocem z kubkiem herbaty. Molly przytuliła mnie delikatnie i oderwała się chaotycznie.
-Na pewno wszystko w porządku?-pytała zatroskana.
-Tak, Molly. Jest dobrze.
-A co ci się stało w czoło?-dotknęła mojej rany. nie chciałam mówić jej tego co zdarzyło się wczoraj. Nie chciałam jej jeszcze bardziej martwić i straszyć.
-Upadłam. Szłam wieczorem chodnikiem i zahaczyłam o krawężnik. Nic poważnego.
-Dzięki Bogu. Przykro mi że cię to spotkało.-dotknęła mojego policzka.
-Nie potrzebnie. Teraz bardziej orientuję się w okolicy. Nic się nie stało.-pokręciłam głową.
Jasper wszedł do kuchni, oparł się o próg i spojrzał się szyderczo.
-Proszę, proszę. Zguba się jednak znalazła? Gdzie to się po nocach szlajało?-uśmiechnął się zadziornie. Spojrzałam na niego z nutą wściekłości.
-Zgubiłam się. Nie znałam drogi do domu. Nigdzie się nie szlajałam.-odpowiedziałam poważnym tonem.
-Hmm, no cóż. Sama jesteś sobie winna. Gdybyś się bardziej pilnowała, to być może nie musiałabyś spać po kątach.-wzruszył ramionami.
-Było dużo ludzi, starałam się trzymać Lily bo szła przede mną, ale nagle zniknęła mi z oczu. Autobus odjechał a ja zostałam w tłumie.-założyłam ręce na piersi.
-Mniejsza o to. Ciesz się że wróciłaś.
-Pewnie.-uśmiechnęłam się równie szyderczo jak on.
-Tato, przestań już.-odezwała się Jasmin.
-Co tato? Co tato? Mówię to co myślę.-sięgną po jabłko i wyszedł z kuchni.
-Przepraszam za niego, ma trudny charakterek.-Molly starała się ogarnąć sytuację.
-Widać. Idę na górę, wykąpię się i śmigam spać. Dobranoc, ciociu.-pocałowałam ją w policzek.
-Ja też już pójdę. Papatki.-odezwała się Lily. Jasmin poszła za nami na piętro.
Wykąpałam się i poszłam do swojego pokoju. Wpakowałam się zwinnie w pościel.Poczułam się samotna. Nie chciałam iść jeszcze spać. Wyszłam z pokoju i zapukałam do pokoju Lily. Otworzyła drzwi. Była w przewiewnej koszulce z pandą.
-Też nie możesz spać? Mogę do ciebie?-Lily nie dała mi dojść do słowa, ale chciała tego samego.
-Zawołam jeszcze Jasmin.-powiedziałam.
Lily naburmuszyła się.
-Serio? Oj no weź.-jęknęła.
-Nie ma żadnego ale. Idzie z nami.-wyraziłam się jaśniej. Zapukałam do jej pokoju. Uchyliła drzwi.
-Co jest?
-Śpisz?Idziesz poleżeć sobie z nami?-zapytałam.
-Lily też?-uniosła brwi.
-Tak, ja też.-odparła Lily zza ściany.
-No nie wiem.-Jasmin zastanawiała się nad propozycją.
-No dobra, skoro ty tego chcesz to w porządku.-zgodziła się dziewczyna.Zamknęła za sobą drzwi i wszystkie trzy weszłyśmy do mojego pokoju. Położyłyśmy się na moim łóżku, choć było trochę ciasno. Ja na wszelki wypadek położyłam się w środku.
-No więc Lily, jak układa ci się z Tylerem?-zapytała Jasmin. Lily prychnęła.
-A co ci do tego?-odparła.
-Nic,po prostu chciałam być miła.
-Ehh, dobrze. Jutro mam zamiar jechać z nim nad jezioro.-odpowiedziała grzeczniej.
-Romantycznie.-wtrąciłam się.
-A kiedy powiesz o nim mamie? Jesteście razem kilka miesięcy.-dopytywała się Jas.
-Nie wiem jeszcze, porozmawiam o tym z Tylerem. Być może w tym tygodniu.-rozmyślała zakochana dziewczyna.
-Dobry pomysł, mama powinna się dowiedzieć.-stwierdziła druga z dziewczyn.
-A ty Jasmin, masz kogoś?-zapytałam.
-Poznałam kogoś, kilka tygodni temu. Od tamtej pory jesteśmy prawie nie rozłączni. Ma na imię Mike. Jest przystojny, słodki i potrafi mnie rozbawić. Jest dla mnie bardzo ważny. Chyba się w nim zakochałam.-westchnęła. Przetarłam oczy.
-To genialnie, szczęścia.-uśmiechnęłam się.
-Gratuluję.-przytaknęła Lily.
-Właściwie to od tygodnia jesteśmy razem. I jestem zajebiście szczęśliwa.-przegarnęła włosy.
-To dobrze, cieszę się.-odparła Lily.
-Będzie dobrze. Bardzo dobrze. Więc idziemy spać? Ja jestem już śpiąca.-ziewnęłam.
-Tak, ale śpimy u ciebie. Nie pozbędziesz się nas.-zaśmiała się Jasmin.
-Dokładnie, to dobranoc.-mruknęła Lily.
-Kolorowych.-westchnęłam i zamknęłam delikatnie powieki.
Kolejny dzień miną jeszcze szybciej. Lily po południu pojechała do Tylera, a Jasmin pojechała z ojcem do firmy. Zmusił ją do tego, powiedział jej że powinna uczyć i przyglądać pracy. Było po czwartej. Zastanawiałam się czy mam iść i spotkać się z Jake'em. Chciałam tego, nawet bardzo ale nie wiem czy byłam gotowa na to by pozwolić sobie na nowe doznania miłosne. Poprzednim razem źle się to skończyło, sprawiło mi tylko ból. Ale może powinnam dać mu szanse? Może on jest inny?
Włożyłam na siebie czarne leginsy, niebieski t-shirt z nadrukami i moje białe trampki. Podeszłam do lusterka i postawiłam na delikatny makijaż. Pomalowałam rzęsy, cienką czarną kredką podkreśliłam powieki i przypudrowałam noc. Nałożyłam też odrobinę różu na policzki. Długie i proste włosy delikatnie podkręciłam lokówką. Muszę przyznać że w lekkich lokach jest mi zajebiście. Było za dziesięć piąta. Szukałam jeszcze tylko dżinsowej jasnej koszuli, śpieszyłam się. Grzebałam wszędzie. Znalazłam ją dopiero na dnie szafy. Była równo piąta. Wybiegłam z mieszkania zatrzaskując za sobą drzwi i biegiem wpadłam do windy. Wysiadłam, wzięłam głęboki wdech i zwyczajnym tempem wyszłam przed budynek. Rozglądałam się za czarnym BMW. Niestety, nie było go. Spojrzałam na zegarek, było pięć po. Wystawił mnie czy to był tylko głupi żart? Nagle, gdy miałam już wrócić się do budynku, ktoś zawołał.
-Ej, a ty gdzie uciekasz?-ponownie odwróciłam się w stronę ulicy. Jake stał opary o ścianę budynku. Ulżyło mi.
-Myślałam że po prostu mnie wystawiłeś.-wzruszyłam ramionami.
-Nie zrobiłbym tego. Nigdy.-podszedł bliżej.
-Cieszę się.-uśmiechnęłam się delikatnie.
-Chodź, pojedziemy gdzieś.-szliśmy wzdłuż chodnika.
-A gdzie masz auto?-zapytałam.
-Auto? Pod moim mieszkaniem.-spojrzałam na niego krzywo.
-Więc czym jedziemy?
-Zobaczysz.-zarechotał. Weszliśmy na parking gdzie doprowadził mnie do naszego pojazdu. To był jakiś motor, granatowo-złota yamaha R6.
-Nie wiedziałam że jeździsz.-stwierdziłam.
-Jeżdżę. Teraz już wiesz. Boisz się?-zapytał wyjmując dwa kaski.
-Tylko trochę.-podobał mi się ten motor.
-Spokojnie, jestem doświadczonym kierowcą, ze mną jesteś bezpieczna.
-Wiem.-spojrzałam w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się szeroko. Wsiadł na motor jako pierwszy.
-Wsiadaj.-zawołał podając mi kask. Włożyłam ciemny kask, który był ciut przyciężki.
-Pomogę ci zapiąć.-odwrócił się w moją stronę gdy przekładałam nogę przez yamahę. Nawet wtedy patrzył mi w oczy. Zdjął skórzaną kurtkę i włożył pod siedzenie.
-Musisz się mnie przytrzymać, czyli mnie objąć.
-Muszę?-odparłam żartobliwie.
-Wolisz spaść?-prychnął.
-Nie-stwierdziłam. Delikatnie objęłam kierowcę w pasie. Czułam jego ciepłe ciało. Był strasznie umięśniony.imponował mi.
Odpalił silnik i wyjechaliśmy z parkingu. Chciałam spędzić z nim jak najwięcej czasu. Ruszyliśmy w drogę. Polubiłam jazdę motorem. Na bocznej trasie rozpędził się do 190 k/h. Bałam się ale mimo wszystko ufałam mu. Czułam się bezpieczna.
 

 
Rozdział 13.
"Good at being bad."
Nie wiem czemu tak się stało, w pewien sposób chciałam tego. Ale jakiś głos w głowie kazał mi przestać. Wyrzuty sumienia? Czy może jakieś złe przeczucie? Delikatnie oderwałam usta i odsunęłam się od Jake'a. Ześlizgnęłam się z blatu.
-To chyba jednak nie jest najlepszy pomysł.-mruknęłam. Pochylił głowę i przetarł dłońmi oczy.
-Masz rację, wybacz. Poniosło mnie.
-Mnie też. Zapomnijmy o tym.
-Dobra, było minęło.-Zauważyłam że Jake trochę posmutniał, żałowałam że to przerwałam, ale coś kazało mi to zakończyć.
-Wczoraj wieczorem podłączyłem twój telefon do mojej starej ładowarki i działa. Możesz zadzwonić już do swojej cioci.-odparł. Weszłam z nim do salonu, podniósł komórkę z parapetu i mi ją podał. Ukradkiem zerknęłam w jego oczy, ale zdawały się być nie dostępne. Dziwne. Wybrałam numer i nacisnęłam na zieloną słuchawkę.
-Molly?
-Kate? Gdzie jesteś? Co się z tobą działo?-ciocia była przerażona.
-Wszystko OK, nie zdążyłam na autobus i się zgubiłam. Rozładował mi się telefon i nie miałam z czego zadzwonić. Przepraszam.Nie znam jeszcze dobrze okolicy.-wytłumaczyłam wszystko.
-No w porządku, dobrze że nic ci nie jest. Gdzie teraz jesteś?
Zastanawiałam się nad tą odpowiedzią.
-U znajomej, poznałam ją niedawno. Wyślij mi adres do domu, wrócę do domu.
-Kończę pracę dopiero wieczorem więc może Jasper po ciebie wpadnie, zadzwonić do niego?
-Nie, nie. Poradzę sobie. Tylko wyślij mi adres.
-No dobrze, już wysyłam.
-Dobra, to pa.
Rozłączyłam się.
-Wow, znajoma? Ładna wymówka.-nabijał się leżący na kanapie Jake.
-A co miałam jej powiedzieć?-wzruszyłam ramionami.
-Że spędziłaś noc w mieszkaniu przyjaciela, bo bardzo ci się podoba.-Zarechotał.
-Co? Nie przesadzaj.-prychnęłam.
-Nie kłam, wiem że ci się podobam.
Przymrużyłam oczy. Był zbyt pewny siebie.
-A może jest odwrotnie? Hmm?-założyłam ręce na klatkę piersiową. Podrapał się po czole.
-Chciałabyś, ja jestem wolny. Jest mi wszystko jedno.-wymamrotał.
Ta odpowiedź trochę mnie rozkojarzyła,a raczej zasmuciła.Nie mam pojęcia czemu.
-Pójdę się przebrać.-odparłam podążając w stronę sypialni. Jake zmienił wyraz twarzy na poważną.
Przebrałam się w stare ciuchy i poszłam do Jake'a. Stał w korytarzu już ubrany w czarny sweter i dżinsy. W ręku trzymał dresową bluzę którą mi wręczył. Nałożyłam ją na siebie i podążyłam za chłopakiem do drzwi. Zjechaliśmy windą na dół po czym wyszliśmy z budynku. Przed mieszkaniem stał jego samochód, te czarne BMW m3. Było zajebiste. Wsiadłam jako pierwsza. Gdy oboje znaleźliśmy się już w aucie zapadła niezręczna cisza. Odpalił samochód i ruszyliśmy w drogę. Nagle na myśl nasunęło mi się jedno pytanie.
-Co robiłeś wczoraj wieczorem na tej ulicy?
Myślał przez dłuższą chwilę nad odpowiedzią.
-Spacerowałem. Chodziłem tu i tam. Szedłem w stronę auta.-powiedział zerkając na mnie.
-Aha.Bo wiesz, gdyby cię wtedy nie było...-zmienił wyraz na przejęty. Przerwał mi.
-Nawet tak nie mów. Byłem. Nie rozmyślaj nad "co by był gdyby..."-spojrzał na mnie z troską. Jego oczy przejaśniły się, jakby nagle rozpogodziły. Lubiłam te spojrzenie. Przytaknęłam.
-Dziękuję.-mruknęłam.
Uśmiechną się delikatnie.
-Za co? Uwierz mi, że gdyby przechodziła tamtędy inna osoba, pewnie też by ci pomogła. Na pewno zachowałaby się tak jak ja.-mówił beztrosko. We mnie zaś coś drgnęło, coś się ruszyło. Musiałam coś powiedzieć. Chciałam.
-Dziękuję za to, że byłeś nią ty.-mruknęłam. Spojrzałam w jego oczy po raz kolejny. Tym razem jego spojrzenie wydawało się weselsze. Jakby ucieszyła go ta odpowiedz.
-Proszę.-wymamrotał.
Dojechaliśmy pod dom, dzięki Molly. Zatrzymał się pod blok który poznałam.
-To tutaj.-odparłam.
-Więc musimy się pożegnać, tak?-spojrzał na kierownice.
-Nie, przecież jeszcze się zobaczymy, jeśli chcesz.-wzruszyłam ramionami.
-Mam nadzieję. Bardzo bym chciał.-zaśmiał się spoglądając na mnie.
-Ja też. Teraz już wiesz gdzie mnie znaleźć.-wskazałam budynek.
-Jutro możemy gdzieś się ruszyć. No więc jutro po ciebie wpadnę.-zachichotał.
-Ale ja się przecież jeszcze nawet nie zgodziłam.-odwzajemniłam uśmiech.
-Ale wiem że zgodzisz, bo tego chcesz. Nie potrzebuję odpowiedzi. Jeśli wyjdziesz jutro o piątej przed budynek to znaczy że się zgadzasz. Ale uważaj, nie będę długo czekał.-objaśnił mi swój sprytny plan akcji. Zaśmiałam się, szczerze. Był cholernie pewny siebie, podobała mi się to.
-Dobra, to się okaże. Zobaczymy. To ja lecę, na razie.-machnęłam ręką.
-Ej, zapomniałaś o czymś.
Odwróciłam się w jego stronę.
-A, bluza. No tak.-zaczęłam ją zdejmować ale mi przerwał.
-Bluzę zatrzymaj.-spojrzał na mnie rozkosznym spojrzeniem.
-Więc co?-zapytałam. Przybliżył się do mnie i nadstawił policzek. Wskazującym palcem klepał się po nim delikatnie. Rozbawił mnie.
-Wybacz, nie całuję się na pierwszej randce.-rzekłam po czym wysiadłam z auta.
-Za późno!-krzyknął. Zatrzasnęłam drzwi i kierowałam się w stronę wejścia.Odwróciłam się jeszcze raz w stronę auta które właśnie odjechało. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Cholera, to dobrze?
Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Otworzyła je Jasmin.
-Boże, Kate.-rzuciła mi się w ramiona.-Gdzie byłaś? Szukałyśmy cię wieczorem, nigdzie cię nie było.Wszystko okej? Chcieliśmy już wzywać policję.-oznajmiła zamykając za mną drzwi.
-Zgubiłam się, szukałam jakiegoś rozwiązania. Ale jest okej.-weszłyśmy do mojego pokoju. Jasmin zauważyła plaster na czole.
-Co ci się stało?-zapytała przerażona.
-Długa historia. Napadł mnie jakiś obibok, ale Jake mnie uratował i zabrał do siebie.-wyjaśniłam.
-Jejku...Ale nic ci poważnego nie jest? Chwila...Co za Jake?-przymrużyła oczy.
-Opowiem ci wszystko. Jake to ten chłopak z parku. Znalazł mnie i mnie uratował, potem zawiózł do siebie i przenocowałam u niego. A teraz mam na sobie jego bluzę.
-Wiedziałam! Wiedziałam że to musi być przeznaczenie.- Jasmin klasnęła chaotycznie w dłonie.
-Powiedzmy.
-No więc, działo się coś między wami? Jaki jest?
Myślałam nad tym. Poznałam go trochę.
-Nic konkretnego. Jake jest miły, troskliwy, cholernie zabawny i pewny siebie. I zabójczo przystojny, ale to już wiesz.
-Uch! Szczęściara.-popchnęła mnie delikatnie z bara. Pękała z radości.
-Juto ma przyjechać pod blok o piątej, będzie na mnie czekał. Mam się zdecydować czy chcę z nim gdzieś pojechać, sama nie wiem. Jest uroczy ale też humorzasty.
-Hmm. Więc jak? Chcesz go jeszcze zobaczyć?
Podniosłam na nią wzrok. Uśmiechnęłam się lekko.
-Bardzo. Chcę go lepiej poznać, chcę spędzić z nim więcej czasu.On to wie, zauważył to.-prychnęła,.
-I super. Czyli wychodzi że masz jurto randkę ze swoim super bohaterem.-uśmiechnęła się od ucha do ucha.
-Na to wygląda.-wyszczerzyłam się szeroko.-Chcę go znowu zobaczyć...
 

 
Rozdział 12.
"Do you know?"
Ocknęłam się. Obudził mnie dźwięk stukających w okno kropel deszczu. Przypomniałam sobie co ja tu robie. Pamiętam tamtego mężczyznę, boję się, że jeszcze kiedyś spotkam go na ulicy, być może znowu będzie chciał mnie zranić. Wstałam. Bolały mnie ramiona i kark, miałam na sobie koszulkę Jake'a. Moje ubrania wciąż były mokre. Wyszłam z pokoju a weszłam do salonu, na kanapie spał Jake, był bez koszulki i podejrzewam że bez spodenek. Wtulił się w koc i poduszkę. Chyba było mu tu zimno. Rozglądałam się po kątach. Weszłam do kuchni. Była spora i dobrze urządzona. Zrobiłam grzanki z serem. Zalałam dwie herbaty. I nagle zobaczyłam umięśnione ciałko Jake'a.
-Zrobiłam śniadanie. I herbatę.-uśmiechnęłam się ponętnie.
-Jak miło. Dziękuję.-ukłonił się nisko i zaśmiał.
Po śniadaniu poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Rozsiadłam się wygodnie i zamknęłam oczy. Po chwili usłyszałam kroki i szmer poduszek.
-Wyspałaś się?-zapytał Jake, rozłożył się obok mnie.
-Bolały mnie plecy. Ale nie jest źle.
-Może zawiozę cię do lekarza, co ty na to?
-Nie to nie jest konieczne. Odpocznę jeszcze trochę.-Jake westchnął.
-Opowiedz coś o sobie.
Opowiedziałam Jake'owi całą moją historię. Czułam że mogę mu ufać. Stał się dla mnie kimś ważnym. Dowiedziałam się że jego matka rozwiodła się z jego ojcem. Ojciec jest ochroniarzem w supermarkecie i mieszka kilka kilometrów dalej, a matka wyjechała i nikt nie wie co się z nią dzieje. Olała swojego syna. Za dwa tygodnie ma 19 urodziny. Zrobiło mi się go żal. Wiem co znaczy nie mieć matki.
-Chodź, zrobimy jakiś deser.-zaproponowałam.
-Podoba mi się ten pomysł.W kuchni było zabawnie, wygłupialiśmy się. Ustał za mną przy blacie i pokazywał jak ubić śmietanę. Nagle odwróciłam się do niego twarzą w twarz. Był tak blisko. Nasze spojrzenia spotkały się. Zbliżył się i objął mnie w pasie. Chciałam tego. Zbliżył swoje usta do moich i stało się. Pogrążyliśmy się w namiętnym pocałunku. Podniósł mnie za uda i posadził mnie na blacie.Pragnęłam go najbardziej na świecie.
 

 
Rozdział 11.
"Human."
Siedziałam sama na ławce, ten holerny tłum nagle się rozproszył. Nie wiem czy mam gdzieś iść czy czekać na cud. Może Molly wróciła już z pracy i przyjedzie po mnie. Może...
Zebrały się ciemne hmury, z nieba zaczeły spadać krople lodowatego deszczu. Musiałam wyjść z parku i poszukać jakiegoś dachu. Nie maiłam nawet bluzy, tylko spodenki i zwykłą przewiewną koszulkę. Było już przeraźająco ciemno. Nie było już prawie nikogo na ulicach. Szłam powoli chodnikiem cała przemoknięta. Zbliżałam się do ślepego zakontka z którego dobiegały krzyki jakichś ludzi. Byli raczej zadowoleni, bo śmiali się w niebo głosy. Byłam nieco przerażona. Przyśpieszyłam trochę krok. Gdy mijałam te miejsce spojrzenia tych ludzi były skierowane w moją stronę. Dzięki lampie widziałam ich postury. Było ich więcej niż dwudziestu, śmiali się w niebo głosy. Gdy przechodziłam koło nich wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Czułam się niezręcznie.
-Hej mała, zabawimy się trochę, chodź do mnie.- powiedział jakiś chłopak w ciemnym kapturze. Odpowiedziałam mu równie godnie i pokazałam mu środkowym palcem. Jego mina zmieniła się z rozbawionej na złą.
-Hahaha, laska dała ci kopa w dupe. Ale z ciebie frajer.-powiedział ktoś w tłumie.
-Cienki jesteś. Nie popisałeś się stary.-śmiali się z niego jeszcze głośniej.
-Oj ta laleczka jeszcze tego pożałuje, już ja o to zadbam.-mruknął.
Minęłam już to miejsce ale nadal słyszałam ich śmiech. Żałosne. Skręciłam na prawo, na jakąś uliczke. Ale nagle usłyszałam czyjeś kroki. Unosiły się i opadały. Słyszałam plusk wody,ale bałam się odwrócić. Gdy to impulsywnie zrobiłam, zobaczyłam tego chłopaka w kapturze. Serce stanęło mi w gardle. Zaczął gwizdać, a ja przyśpieszyłam. Lampy oświetlały mi drogę, ale mimo to zaczęłam panikować. On też przyśpieszył. Odwracałam się non stop, modliłam się żeby ktoś akurat przechodził ulicą. Niestety tak się nie stało. Ogarnęła mnie panika, zaczęłam biec z całych sił. Gdy się odwróciłam był coraz bliżej. Skręcałam wszędzie, próbowałam go zgubić i to jak najszybciej. Wbiegłam w jakiś nie wielki lasek, zatrzymałam się i rozglądałam czy nadal jest w pobliżu. Nagle wyskoczył zza zakrętu, przestraszyłam się ale biegłam dalej. Nadal skręcałam w różne ulice by go zgubić ale nic z tego. W pewnym momencie poślizgnęłam się w kałuży, zręcznie wstałam i biegłam dalej, Wydawało mi się że już nic ani nikt nie będzie w stanie mi teraz pomóc. Wbiegłam w jakąś dzielnicę, ale nie miałam już siły by dalej biec. Znalazłam się w jakimś iglastym lasku, wbiegłam między drzewa i ukryłam się za grubym konarem. Stał na ulicy i krążył po woli kilka metrów ode mnie, a ja starałam się oddychać jak najciszej.
-Myślisz że cię nie znajdę? Źle myślisz.-krzyknął. Widziałam jak wszedł do lasu. Poszedł w przeciwną stronę i zniknął gdzieś w ciemnościach. Starałam się uspokoić i opanować łzy. Nie słyszałam nic, ani trzasku łamanych gałęzi, ani szelestu liści. Po prostu zapadła cisza. powoli wychyliłam się zza drzewa i powoli ruszyłam w stronę uliczki. Rozglądałam się uważnie, ale nadal nic. Może odszedł? Boże, oby. Wyszłam na ulice, ale tu paliła się tylko jedna lampa. Szłam przy jakimś budynku, jak najciszej aby nie pluskać w kałuży. Gdy nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu i uderzył mną o mur. Poczułam narastający bul głowy. Napastnik odwrócił mnie abyśmy stanęli oko w oko. Złapał mnie mocno za szyję i w dalszym ciągu przyciskał do ściany. Zakręciło mi się w głowie.
-Mówiłem że cię znajdę. Mnie się nie ignoruje.-szepnął gładząc mnie po policzku. Poza bólem czułam obrzydzenie. Uśmiechnął się szyderczo,w tym momencie podniosłam kolano i z całej siły uderzyłam go w brzuch. Jęknął z bólu. Wyrwałam się, ale przed oczami miałam zamazany obraz. Mężczyzna ogarnął się i dobiegł do mnie pociągając moje włosy. Wrzasnęłam z bólu.
-Co ja ci zrobiłam?!-wyjęczałam.
Zaśmiał się i rzucił mną o ziemie. Teraz już wszystko mnie bolało, łzy mieszały się z krwią. Leżałam skulona na ulicy i starałam się zebrać siły. Krążył wokół mnie i po chwili z kieszeni spodni wyją niewielki scyzoryk.
-A co by się stało gdybym przez przypadek oszpecił ci twarz? Hmm? Nic nie możesz już zrobić. Jesteś moja!- wrzasnął. Zacisnęłam powieki. Podchodziła coraz bliżej, ale nagle zza niego wyłoniła się jakaś sylwetki. Popchnęła go na asfalta następnie podniosła i przycisnęła do muru jak mnie wcześniej. Chłopak szarpał go bił. Podniósł go w powietrze.
-Wynoś się zanim cię zabiję, jasne?! Już!-wrzasnął i odepchnął go w stronę lasu. Mój napastnik upadł z hukiem w kałużę i pędem uciekł.
Myślałam że ratunek jest już nie możliwy. A jednak pojawił się jakiś wybawca. Nadal kręciło mi się w głowie. Podbiegł do mnie, ale nie widziałam dokładnie jego twarzy.
-Jak się czujesz? Bardzo boli?-pytał przerażony chłopak.
-Jak cholera.- mruknęłam.
-Spokojnie, będzie dobrze.
Wziął mnie za ręce i nogi, delikatnie podniósł i niósł przez osiedle.
-Myślałam że nie ma już bohaterów na tym świecie.-jęknęłam. Uśmiechnął się lekko i niósł mnie dalej. Doszliśmy do jakiegoś auta, otworzył przednie drzwi i powoli wpakował mnie do wozu.
-Zaraz wracam, poczekaj chwilę.-odparł. Wbiegł w jakąś ciasną ulicę. Kojarzyłam ją, jakbym była tu wcześniej. A to nie tu stali ci ludzie i mój napastnik? Nagle otworzyły się drzwi kierowcy i do auta wsiadł mój bohater. Jak uroczo, historia jak z bajki. Wyjął klucze z kieszeni kurtki i odpalił samochód. Powoli odzyskiwałam ostrość widzenia. Poznawałam tą smukłą sylwetkę i poczochrane włosy. To był on, ten chłopak z parku. To on. Dopiero teraz do tego doszłam.
-To ty.-mruknęłam. Uśmiechnął się.
-Witam ponownie, znowu się spotykamy, co? Co tu robisz o tej porze? Tu jest serio niebezpiecznie.-powiedział poważnym tonem.
-Nie zdążyłam na autobus, zgubiłam się, bo ie znam jeszcze miasta. Komórka mi padła, nie wiem gdzie wracać.-wytłumaczyłam mu moją całą historię.
Pokiwał głową. Przyglądałam mu się uważnie.
-Czyli nie jesteś stąd?-zapytał.
-Nie. A gdzie mnie wieziesz? Chciałabym wrócić do domu, ciocia pewnie się martwi.=dodałam.
-Na razie zawiozę cię do mojego mieszkania, potem pomyślimy. Jesteś ranna, mocno oberwałaś. Jutro znajdziemy twoją ciotkę.- odwrócił się do mnie i delikatnie uśmiechnął-następnym razem uważaj.-powiedział stanowczo.
-Będę pamiętać.-uśmiechnęłam się.
Dojechaliśmy do murowanych budynków,wysokich bloków. Nie eleganckich, raczej obskurnych. Wniósł mnie do jednego z nich. Podszedł do windy a gdy się otworzyła wprowadził do windy. Nacisnął guzik na 5 piętro. Wyprowadził mnie z windy i prowadził prostym krótkim korytarzem do jakiegoś mieszkania. Otworzył drzwi i zaprowadził mnie do kanapy. Zapalił światło i ściągnął z siebie skórzaną kurtkę, powiesił na wieszak po czym podszedł do mnie.
-I jak się czujesz?-zapytał przejęty.
-Lepiej, już nie kręci mi się w głowie ale nadal mnie boli.-dotknęłam czoła i poczułam wilgoć, ciepłą maź. Miałam rozciętą głowę z której leciała krew.
-Przyniosę chusteczki.-poszedł do kuchni kilka metrów dalej. Miał skórzaną czarną sofę i fotele, szklany stół, plazmowy telewizor i głośniki. Do tego ściany koloru szaro-miętowego. Przytulnie, pomyślałam. Wrócił z chusteczkami i wodą utlenioną oraz plastrem.
-Będzie trochę piekło.-odparł. Ukucnął na przeciwko mnie. Namoczył papier i powoli przycisną mi do czoła. Syknęłam z bólu.
-Mówiłem.-zaśmiał się.
-Nie śmiej się z czyjegoś nieszczęścia.-rzuciłam uśmiechając się szyderczo.
Patrzyłam w jego błękitne oczy i czułam że już dawno utonęłam. Nagle odwzajemnił spojrzenie.
Wstał i odłożył chusteczki. Delikatnie nakleił plaster w miejsce rany.
-A teraz chodź,lepiej odpocznij.-Wziął mnie ponownie na ręce i zaniósł do swojej sypialni.
-Będę spał na kanapie.-odparł.
-No ja myślę.-powiedziałam. Zaśmiał się. Usiadłam na łóżko. Spojrzałam na przemoczone ubranie.
-A masz może jakąś koszulkę pożyczyć? Chciałabym to wysuszyć.
-Chwila.
Grzebał w szafie, aż wyciągną białą koszulkę z nadrukiem. Podał mi ją i oparł się o ścianę.
-Jak będziesz czegoś potrzebować to mów. Będę w salonie, ale to już chyba wiesz.-zachichotał.
-Dobrze. Dam znać.-odwzajemniłam uśmiech.
-Więc, dobranoc. Kolorowych snów.- powiedział lekkim tonem.
-Stój, a jak masz na imię tak w ogóle?-zaśmiałam się.
-Jake. Miło mi.-odparł.-A ty?
-Kate. I mnie również.-rozpromienił się.
-Piękne imię, tak jak i jego właścicielka.0 Zaśmiałam się.
-To dobranoc. Kolorowych.-mruknęłam.
Przytaknął głową i wyszedł z sypialni z uśmiechem na twarzy.
"Dobranoc" szepnęłam gdy już wyszedł.
"Eh, a żebym ci się przyśniła."
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozdział 10.
"Good, better, the best."
Przetrwałam ten dzień. Lily i Jasmin docinały sobie co chwila. Zabijały się wzrokiem. Starałam się ogarnąć dziewczyny, ale nie zawsze się udawało. Jasmin nie jest złą osobą, wydaje mi się że ojciec ma na nią ogromny wpływ. Jest zarozumiały, dumny i stanowczy. Nie zapomnę tego jak na mnie patrzył. Jasmin jest jego oczkiem w głowie, zrobił z niej idealną córeczkę tatusia. Chcę coś z tym zrobić, bo widzę że ona boi się swojego ojca. Postaram się to zmienić.
Zrobiłyśmy sobie mały shopping po markowych sklepach. Zauważyłam że im dłużej przebywamy we trójkę tym lepiej Jasmin i Lily się dogadują. Sprawię że zniknie topór wojenny. Wieczór zbliżał się coraz większymi krokami. Jasmin zaproponowała żebyśmy po drodze do domu wpadły do kawiarni w parku. Podobał mi się ten pomysł, o dziwo Lily też nie protestowała, a gdy doszłyśmy na miejsce zajęłyśmy miejsce na zewnątrz pod parasolem. W parku były grupy ludzi spacerujących nad stawem. Siedziałyśmy w zupełnej ciszy, niezręcznie. Jasmin postawiła na sałatkę owocową, Lily na malinowy koktajl a ja na pucharek lodów śmietankowych. Gdy kelnerka przyniosła nasze zamówienie rozmowa powoli znowu się rozkręcała. Treści naszych pogawędek były mało sensownem ale zabawne. Realizowałam swój plan pogodzenia dziewczyn. Przegarniając włosy strąciłam łyżeczkę na kostkę brukową. Znalazła się kilka metrów dalej. Okazało się że mam w parę w rękach.
-Ehh, pójdę po nią.-odwróciłam się do dziewczyn uśmiechając się. Jasmin zarechotała i przeczesała jasne włosy. Wstałam z krzesła i powoli szłam w stronę łyżeczki. Westchnęłam głośno i schyliłam się. Gdy trzymałam już łyżeczkę w dłoniach podniosłam się ale zderzyłam się z jakąś smukłą postacią.
-Och. Przepraszam.-odparłam podnosząc wzrok na na tego człowieka. Sam widok przyprawił mnie o ciarki.Przede mną zatrzymał się wysoki, wysportowany chłopak. Jasne i nie ogarnięte włosy sterczały w uroczym nie ładzie,luźna granatowa koszulka i dżinsowe spodenki. Do tego beżowe adidasy wyglądały dobrze bo podkreślały jego opalone ciało. Przeszył mnie przyjemny dreszcz. W jego niebieskich oczach po prostu utonęłam. Przyglądał mi się przez chwile, a potem uśmiechnął się zachęcająco.Stałam tak bez ruchu, ale doszłam do wniosku, że pewnie wyglądam głupio skoro się uśmiechną. Oderwałam od niego wzrok i dodałam:
-Serio, nie chciałam.Wybacz.- uśmiechnęłam się delikatnie. Zauważyłam że nie odrywa ode mnie oczu.
-Nic się nie stało, to ja powinienem cię zauważyć.-wsadził ręce do kieszeni.
-W porządku.-pokiwałam głową.- To cześć.-ominęłam go i powoli szłam w stronę dziewczyn. Odkręciłam się w jego stronę i przyłapałam go jak ukradkiem na mnie zerka. Szedł za mną i dosiadł się do stolika jakichś chłopaków dwa stoliki dalej. Usiadłam na swoje miejsce.
-O mój Boże.- powiedziała podekscytowana Lily.
-Co to było?-zapytała Jasmin z uśmiechem od ucha do ucha.
-Ale co?-spojrzałam się w stronę tajemniczego chłopaka.-Po prostu na niego wpadłam i tyle.-pokręciłam głową.
-Dlaczego nie wzięłaś numeru jego komórki?=zapytała zszokowana Lily.
-Ale my się spotkaliśmy przypadkiem. Nie przesadzajcie.-zaśmiałam się.
-Dziewczyno, przypadki nie istnieją wiesz? Idź do niego, zagadaj. Nie widzisz jaki jest przystojny?-ciągnęła Jasmin.
Spojrzałam po raz kolejny w jego stronę, znowu jego wzrok ukradkiem kierował się na mnie. Owszem , podobał mi się ale co z tego.
-Nie znam go nawet.
-To poznasz. Chcę ci uświadomić że co chwila na ciebie zerka. Wpadłaś mu w oko.-zaśmiała się Jasmin.
-Niestety, ale pierwszy raz muszę się zgodzić z Jasmin. Naprawdę mu się podobasz.
Zamyśliłam się. Po chwili moją twarz rozpromienił szeroki uśmiech. Dziewczyny zaczęły się rechotać.
-No, to idź.- szepnęła Lily. Westchnęłam i gdy miałam już wstawać, odwróciłam się i zauważyłam że już ich tam nie ma. Cholera. Za długo się zastanawiałam. Wróciłam to poprzedniej pozycji siedzenia. Rozczarowałam się, dziewczynom też było przykro. Poznałam to po ich minach.
-Czyli jednak to był przypadek.-mruknęłam.
-Przykro nam.-powiedziała Lily.
Postanowiłam zapomnieć o tym spotkaniu. Było minęło.
W parku zrobił się przeogromny tłum. Na chodnikach zrobiło się ciasno i tłoczno. Biegłyśmy do autobusu który czekał już na przystanku obok parku. Biegłyśmy jak najszybciej aby zdążyć. W końcu straciłam orientacje i nie widziałam gdzie są dziewczyny. Tłum zasłaniał mi dosłownie wszystko. Skakałam nawet aby zobaczyć gdzie jestem. Trudno, biegłam dalej przed siebie. Wreszcie przebiłam się i wyszłam na chodnik. Zobaczyłam przystanek po drugiej stronie ulicy ale autobusu już nie było. Dziewczyn też nie widziałam, prawdopodobnie pojechały tym autobusem. Nie wiedziałam co teraz, nie zapamiętałam drogi do domu. Moją jedyną nadzieją był telefon. Wyjęłam go z kieszeni spodenek i usiłowałam go włączyć ale najwyraźniej padła bateria. No to po mnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Save.."
Nic się nie wydarzyło. Cały wczorajszy wieczór spędziłam z Lily. Po prostu uwielbiam tą dziewczyne. A Jasmin jeszcze nie spotkałam. Stwierdziłam, że nie będę się jej rzucać w oczy. Spotkam ją napewno, to nie uniknione, ale jeszcze nie teraz. Choć jestem gotowa na wszystko.
Słoneczny poranek poprawił mi humor. Zerwałam się z łóżka, przetarłam oczy i uśmiechnęłam się sama do siebie. Pierwszy raz od wielu tygodni szczerze się uśmiechałam. Zdjęłam z siebie szarą koszulke opadającą na ramie oraz granatowe spodenki. Zajżałam do szafy pełnej różnokolorowych ubrań. Przecież nie będę chodzić po mieście w byle czym. Wybrałam ciemne spodenki, bluzkę z nadrukiemm a do tego nowe czarne baleriny. Nie jest źle. Ustałam przed lustrem i dokładnie przeczesałam bujne włosy. Nadszedł czas by pójść do fryzjera, a więc żegnajcie rozdwojone końcówki. Do tego zrobiłam delikatny makijaż, idealnie pasujący do mojej jasnej karnacji. Była 9:23. Lily jest typowym śpiochem, więc postanowiłam przerwać jej długi sen. Wyszłam z pokoju i delkatnie zapukałam do jej drzwi. "Śpisz jeszczcze?" wyszeptałam. Nikt się nie odezwał. Pociągnęłam lekko za klamkę i małymi krokami szłam do jej łóżka. Spała jak zabita. Słodko, obśliniła się. Zaśmiałam się poczym szarpnęłam ją za ramie. Wstawaj-wołałam. Jęknęła i przegarnęła ręką włosy.
-Jeszcze chwila.-mruknęła nie otwierając oczu.
-Wystarczy ci już. Chyba się wyspałaś.-odparłam, siadając na łóżku.
-Tylko chwila, muszę się ocknąć.- Westchnęła. Odsuneła się na drugi bok szerokiego łóżka zostawiając sporo miejsca.
-Wbijaj obok.-poklepała prześcieradło. Zaśmiałam się a ona wreszcie otworyła swoje zaspane oczy.
-Nie chce mi się już spać.-pokiwałam głową.
-Oj no chodź.-uśmiechnęła się i pociągnęła mnie za rękę rzucając na łóżko. Wybuchłam śmiechem tak jak i ona. Leżałam obok niej, słuchając jej ciężkiego sapania.
-Dobra, już. Ogarnęłam myśli, możemy się szykować-powiedziała zrywając się z łóżka.
-Nareszcie. Szkoda dnia.-odarłam.
-Tak, tak. Wiem, musimy go dobrze wykorzystać.
Włożyła na siebie białą koszulkę z nadrukiem i spodenki z wysokim stanem. Do tego dorzuciła szare trampki. Miała bardzo podobny styl. Wyprostowała jeszcze włosy i zrobiła make-up. Ja w tym czasie leżałam dalej na jej pościeli i gapiłam się epicko w sufit.
-No więc idziemy na dół. Trzeba coś zjeść.-potarła złowieszczo dłonie.
-To idziemy.-wstałam z łóżka i ustałam koło drzwi.
-Wiesz, że będziesz musiała zapoznać się z tą zimną suką?-dodała trzymając za klamkę.
-Dam radę, jakoś to przetrwam.-zaśmiałyśmy się. Lily otworzyła drzwi, szłam zaraz za nią. W kuchni nikogo nie było. Molly i Jasper pojechali do pracy, została tylko nasza trójka, chyba. Herbata i tosty to moje ulubione śniadanko. Dlaczego? Bo szybkie. Nagle usłyszałyśmy kroki na schodach. Czyżby Jasmin już wstał? Prawdopodobnie. Po chwili w szklanch drzwiach pojawiła się szczupła postać. Blond włosy oadające na piersi, wyraziste niebieskie oczy, czerwoone pełne usta i zaróżowione policzki. Jasmin. Myślałam, że będzie straszna a była śliczna. Miała dość miły wyraz twarzy, gdy mnie zobaczyła. Moja twarz skłoniła się do lekkiego uśmiechu.
-Hej, Kate. Nareszcie cię widzę-oodezwała się melodyjnym głosem.
-Hej. Miło mi cię poznać.-przytaknęłam.
-Spodoba ci się tu. A, cześć Lily.-pokryła się ironicznym uśmiechem.
-Witaj, Jasmin.-Lily odwzajemniła ten gest.
-Widzę że wychodzicie. Mogę zapytać gdzie?-podparła Jasmin opierając się o ścianę.
-Lily chce pokazać mmi okolice.-powiedziałam.
-Aaa. Mam nadzieję, że nie będziesz się nudzić. Chciałabym cięlepiej poznać, jesteś sympatyczna-uśmmiechneła się do mnie Lily przewróciła oczami.
-Więc może pódziesz z nam? Poznasz mnie lepiej.-Lily wytrzeszczyła oczy.
-Chętnie, ale będę z wami tylko jakąś godzinkę, bo potem jadę do chłopaka.-powiedziała. Super, ona też ma chłopaka a ja jako jedyna jestem singlem.
-Wporządku.-uśmiechnęłam się.
-Przebiorę się, zaraz wracam.-dodała po czym weszła na górę.
-Pogięło cię? Po co ją zapraszałaś?-Lily nie była zadowolona.
-Chcę ją tylko poznać. Będzie z nami tylko goodzinę, spokojnie. -zaśmiałam się.
Lily odchylliła głowę do góry i mruczała "Dlaczego ja?".
-Nie przeżywa.-poczochrałam jej włosy. Damy radę.
 

 
"Don't change me."
Byłam mile zaskoczona zachowaniem Lily. Siedziałyśmy na tarasie prawie trzy godziny, po za tym rozmawiałyśmy, popijałyśmy herbatę, żartowałysmy na temat szkoły. Doszłam do wniosku, że ona jest moim klonem. Znalazłam w niej swoją bratnią duszę jak to mawiała Ania z Zieloneg Wzgórza. Opowiedziała mi o tym jak bardzo nie znosi Jaspera i jego córki. Wspomniała że po wakacjach planuje wynająć mieszkanie gdzieś w okolicy, bo nie czuje się dobrze w towarzystwie 'Daglasów'. Nie dziwie się, Jasper nie wygląda na osobę tolerancyjną, córeczki jeszcze nie poznałam ale jestem bardzo ciekawa jak wygląda u nich wspólne zasiadanie przy stole.
Była północ. Lily przyniosła ze swojego pokoju niebieski połyskliwy album. Usiadła koło mnie na łóżku, uśmiechajac się od ucha do ucha.
-To ty gdy miałaś 3 latka.-Lily wskazała na zdjęcie na którym była mała dziewczynka w długim kucyku, czerwonej sukience z kokardą i białych balerinach. Stała przy choince obwieszonej bombkami i kolorowymi łańcuchami.
-To ty masz moje zdjęcie z dzieciństwa?-zarechotałam, spoglądajac na nią kątem oka.
-Mama włożyła je do tego albumu, zawsze mówiła, że w dzieciństwie byłaś bardzo spontaniczna, radosna i zabawna. Czasami wspomina ciocię Isabell, ma o niej bardzo dobre zdanie.-Podrapała się po kolanie.
-Tak, była cudowną osobą.-przytaknęłam na zgodę.-Szczerze mówiac ja dopiero dzisiaj dowiedziłam się o twoim istnieniu.
Zaśmiała się donośnym tonem.
-No cóż,sądziłam że wiesz.
-A jednak nie.
-Skoro tak już szczerze rozmawiamy to jak sie miewa twoje życie uczuciowe?-rzuciła się całym ciałem na łóżko. Nie wiedziałam jakiego rodzaju słów uzyć, nie było słownika który opisałby w tym momencie moje uczucia.
-Hmm, dobre pytanie. W zasadzie mojego życia uczuciowrgo już nie ma. Owszem, miałam chłopaka ale okazał się skończonym dupkiem.-prycnełam wypowiadajac ostatnie zdanie.
-Sporo jest takich męskich szmat, to już klasyk.-machnęła na to ręką.
-A tobie jak się wiedzie?-rzuciłam się na łóżko. Leżałam koło niej wpatrując się w jej oczy.
-Wydaje mi się że jest OK, mam chłopaka Tylera. Jestem z nim od 7 miesięcy, ale ciii, mama o tym nie wie.-pokiwała głową. Zaśmiałam się donośnie.
-Bądź spokojna, ode mnie się niczego nie dowie.-odparłam.
-Jutro możemy pójśc na miasto, na zakupy, do kina itd, co ty na to?-zapytała.
-Pewnie, poznam okolice.
-I konieczne musisz iść o fryzjera.-roześmiała się. Miała rację. Sięgnęłam po garść swoich włosów i zauważyłam że rozdwajają mi się końcówki, a z resztą nowy fryz nikomu jeszcze nie zaszkodził.
-Dobra, zgoda. Wchodzę w ten układ.-powiedziałam klepiąc się po kolanach.
-Będzie fajnie, zobaczysz. Po południu przedstawie ci moich znajomych...-nagle przemowie Lily przetwało trzaśnięcie drzwiami zza ściany.
-Cholera, już wróciła.-przewróciła złośliwie oczami. Więc co teraz? Będę musiała zapoznać się z 'pszczorem' jak nazywa ją Lily. Będzie się działo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
"Without say goodbye.."
Trzęsły mi się kolnana, gdy drzwi się otworzyły. Może to trochę dziwne, ale tak było. Powtarzałam sobie w myślach 'Nie daj się zwariować, będzie dobrze.' Nie pomagało. Zerkałam niepewnie na szklane drzwi i tylko czekałam aż ktoś wejdzie do kuchni. Molly siedziała ze niedaleko mnie, minimalne pocieszenie.
-Wróciłam.-usłyszałam melodyjny żeński głos zza ściany. Cholera, co jest? Dlaczego się boję? Akurat, nie będę się bać.
-Mamo, jesteś?-zapytała dziewczyna. -Odebrałaś tą Kate z lotniska?-dodała. Ton miała przyjazny, co mnie w miarę ogarnęło.
-Tak, jesteśmy w kuchni.-powiedziała Molly zerkając na mnie ukratkiem. Nagle w progu kuchni pojawiła się szczupła sylwetka o ciemnych włosach, wyrazistych oczach i promienistym uśmiechu. Nie za długie włosy układały się jej na granatowym swetrze. Miała na sobie jeszcze białą koszulke z nadrukiem 'Help me.', czarne rurki i białe trampki z lekka ubłocone. Założyła ręce na piersi i przyglądała mi się uważnie. Był to raczej przyjacielski wzrok.
-Mamo, zrobisz mi herbatę?-zapytała. Molly odeszła od stołu w drugi kąt szerokiej kuchni. Dziewczyna usiadła na przeciwko mnie, delikatnie się uśmiechając. Za to mój wyraz twarzy był nie rozpoznawalny. Ale chyba uznała to jako lekki uśmiech.
-Cześć, mam na imię Lily.-podała mi dłoń.
-Hej, a ja to ta Kate.-zaśmiałam się niepewnie.
-Przepraszam, to musiało dziwnie zabrzmieć.-potarła się po czole marszcząc brwi.
Nc się nie stało. Jest OK.-wzruszyłam ramionami.
-Widziałaś już swój pokój? Może być?-zapytała opierając głowę o łokieć.
-Śliczny jest. Przypadł mi do gustu.
-To dobrze, bo pomagałam meblować.
-I to był strzał za sto punktów.-zaśmiałyśmy się jednocześnie.
-Kate, doleje ci jeszcze trochę herbaty.-powiedziała Molly chwytając za ój kubek. Przytaknęłam.
-Mamo, zaniesiesz nasze herbaty na góre. Idziemy na taras? Jest gorąco na zewnątrz.
-Pewnie, no to chodźmy.-ruszyłam za nią po schodach. Byłam z siebie dumna,nże tak szybko nawiązałam znajomości. Wreszcie ją lepiej poznam.
 

 
" Life is fragile, but nevertheless use, no regrets, just be yourself. Remember, grasp a moment."
Wieczór. Wielki pusty dom. Jasmin i Lily jeszcze nie wróciły, nie wiadomo gdzie się podziały. Jaspera jeszcze nie poznałam, Molly mówiła że jest w trasie, ale wspomniała, że dziś wraca. Siedziałam na łóżku, oparta o belkę na której podtrzymywał się baldachim, czytałam ksiązke pod tytułem "Intruz". Intrygujące. Myślałam o tacie, zastanawiałam się co teraz robi bez mojego upierdliwego gadania. Mimo że jestem tu dopiero jeden dzień, tęsknie. Pomyślałam też o moim byłym. Chris był bardzo popularny, zabawne, toksycznie przystojny, ale arogancki dla niektórych osób. Dobrze że nie jesteśmy razem. To była beznadziejna miłość, a raczej zwykłe zauroczenie. Podniosłam wzrok z nad ksiązki na okno obok.
Szum miasta mnie uspokajał, dawał uczucie swobody.
Nagle usłyszałam zgrzyt drzwi na dole. Czyżby Jasper wrócił?A może dziewczyny? Tak czy siak, w tamtym momencie poczułam ucisk w gardle. Strach. Odetchnełam głęboko, po czym ruszyłam w stronę schodów.Molly z kimś rozmawiała, słyszałam. Delikatnie stąpałam po kolejnych schodkach, by nie przeszkodzić im w dydkusji. W kuchni stała Molly, a obok jasnowłosy facet. To chyba Jasper. Jedwabiste włosy, blask w oczach na widok Molly., promienisty uśmiech. Tak, to napewno on. Miałna sobie czarną połyskliwą marynatkę, białą rozpiętą koszulę i ciemne rurki. Jak na swój wiek był bardzo modnie ubrany, jak to mówią "na czasie". Albo mi się wydawało, albo miał postawione włosy z dużym udziałem żelu...Nie, nie wydawało mi się. Powoli weszłam do kuchni, gdzie oboje stali. Nie uśmiechałam się, bo nie byłam pewna czy to odpowiednie zachowanie przy nieznajomym. Molly zerknęła na mnie ciepłym wzrokiem, za to blondas osaczył mnie poważnym spojrzenie. Przestraszyłam się. Molly odwróciła na niego wzrok.
-Jasper, to jest Kate.
-Domyśliłem się, witaj.-zwrócił się do mnie wkładając dłonie w kieszenie marunarki.
-Miło mi poznać.-mruknęłam. Jasper stał nie ruchomo, nie zmienił nawet wyrazu twarzy. Molly wyglądała na rozczarowaną, zachowanie Jaspera ją zbiło z tropu. Spojrzała się na niego gniewnie, a ja wpatrywałam się w podłogę czekając aż woda na herbatę się zagotuje. Mężczyzna obojętnie przewrócił oczami.
-Więc, Kate, opowiedź swojej rodzinie. Chciałbym cię poznać.-złapał za śnieżnobiałą filiżankę i usiadł przy stole. Molly usiadła obok niego. Ja tylko oparłam się o ścianę, to nie było chyba nic złego, że nie dotrzymałam im towarzystwa. Zatkało mnie pytanie o moją rodzinę, nie wiedziałam jak to z siebie wykrztusić.
-Hmm, moj tata Leon jest policjantem, dużo pracuje, by mnie utrzymać, rzadko bywa w domu.-złożyłam ręce na piersiach.-Mama nie żyje, miała na imię Isabella. Zmarła w wypadku jakiś czas temu. Nie mam rodzeństwa, jestem jedynaczką.-dodałam.
-Przykro mi z powodu mamy.-zmarszczył brwi.
-Była wspaniałą kobietą, pracowała na dwa etaty, żeby zarobić na godne życie. Dzwoniłyśmy do siebie raz na miesiąc, żeby plotkować. Zawsze mówiła, że jest szczęśliwa. Nigdy nie narzekała. Jesteś do niej bardzo podobna, Kate.-uśmiechała się, ale zauważyłam łzę spływającą po bladym policzku.
-No cóż, żałuję ale nie można cofnąć czasu.-odparłam wzruszając ramionami. Zgodziła się ze mną.
-A jak ze szkołą?-powiedział nie wzruszony Jasper.
-Radzę sobie, nie jestem uczennicą wzorową ale daję radę. Planuję iść na jakieś studia, pójść do pracy.
Jasper podrapał się po brodzie.
-Jakiejś...-mruknął cicho. Molly spojrzała się na niego krzywo.
-Jeśli będziesz mieć jakieś problemy z nauką to mi powiesz, a ja ci chętnie pomogę. Lily też nie jest prymusem i pomagam jej, gdy nie daje sobie rady.-uśmiechneła się do mnie.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Do jakiej szkoly zapiszesz się po wakacjach? Zostajesz do końca wakacji czy będziesz z nami na dłużej?-zapytał męszczyzna zaciskając dłonie.
-Nie wiem, wakacje zaczeły się dwa dni temu. Nie mam pojęcia.-zestresowałam się, boję się Jaspera. Czuję się przy nim jak intruz. Molly wyciągneła do mnie rękę i złapała za moją dłoń.
-Kochana, nie bój się. Możesz mieszkać tu tak długo jak tylko zechcesz. Gdybyś tu została miałabyś większe perspektywy na przyszłość, a z resztą wiem że bardzo ci się tu podoba.-zaśmiała się.
-Dziękuję, tylko nie chcę byś kłopotem, przemyśle oto jeszcze.-pokiwałam głową. Na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
Zagotowała się woda, pomogłam Molly zalać herbatę. Ale zdziwił mnie fakt, że dostwaiła jeszcze dwie filiżanki. Jasper miętolił swoją w dłonich, moja i Molly stała na stole, a ona ustawiła na blacie jeszcze inne.
-Ktoś jeszcze przyjeżdża?-zapytałam zdziwiona.
-Tak, Lily powinna za chwilę być, bo poszła do koleżanki i Jasmin zaraz wróci z zakupów.-odpowiedziała kobieta.
-Aha, dobrze.-czułam niepokój. Bałam się ich reakcji.-one wiedzą że przyjechałam, prawda?-dodałam.
-Uprzedziłam je, że przyjeżdża ktoś z rodziny.-mówiła, wsypując cukier do filiżanek.
-Trochę się stresuję.-nieśmiało ściszyłam głos.
-Hej, nie będzie tak źle. Napewno przypadniesz Lily do gustu.-ucieszona poklepała mnie po dłoni.
-A co z Jasmin?-pytając skierowałam wzrok na twarz Molly.
-Jasmin to inna bajka, to dobra dziewczyna ale bywa arogancka i nie przyjemna.-pokręciła głową.
-Rozumiem, mam nadzieję, że tragiczni nie będzie.
Jasper siedział na fotelu w salonie oglądając wiadomości ze świata. Widać, że jest bardzo wyrafinowany ale też nie miły. Doznałam tego na własnej skórze. Siedziałam w kuchni przy stole grzejąc dłonie o kubek gorącej herbaty. Ciocia usiadła na przeciwko mnie, była śpiąca, widziałam to w jej oczach. Nagle usłyszałam brzęk kluczy zza drzwi, ktoś wrócił. Wytrzeszczyłam oczy i modliłam się, żeby przetrwać te pierwsze spotkanie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Nie tęsknimy za ludźmi, których kochamy.
Tęsknimy za tą cząstką nas samych, którą oni ze sobą zabierają."
Wysiadłyśmy koło wielkich wieżowców. W jednym oni mieszkają. Na bogato. Eleganckie budynki, otaczające ulice galerie handlowe, to coś dla mnie. Molly pomogła mi wyjąć walizki z samochodu.
-Witaj w naszych progach.- uśmiechnęła się ciocia.
Odwzajemniłam uśmiech. Weszłam za nią do jednego z budynków. Wnętrze zaparmo mi dech w piersiach. Kryształowy żyrandol, eleganckie ozdoby na pomarańczowych ścianach. Po lewej stronie znajdowały się dwie windy, a po prawej jakiś elegancik za ladą. Chyba coś w stylu recepcji.
-Dzień dobry, pni Berth.- powiedział pan w smokingu z recepcji.
-Dzień dobry, Matt. Jak tam?- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Podszedł i chwycił za nasze walizki.
-Dobrze, nie narzekam.-odparł. Wysoki facet, koło 25 lat, delikatny zarost, ciemno zielone oczy. Przyglądał mi się przez chwile.
-To jest Kate Peterson. Moja rodzina-wskazała na mnie.
-Miło mi poznać. Matt Stalern.- podał mi dłoń. Lekko się uśmiechnęłam.
-Mi również jest miło.-odparłam cichym głosem. Uśmiechnął się znowu.
-Na górę.-odwrócił wzrok na Molly.
-Tak , do domu. -odpowiedziała.
Nacisnął guzik w windzie, po czym do niej weszliśmy. Wjechałyśmy na 21 piętro, a drzwi od windy otworzyły się. Szłyśmy długim, rozświetlonym korytarzem, w końcu zatrzymałyśmy się na przeciwko drzwi z numerem 102. Molly wyjęła z kieszeni klucze od mieszkania. Zwinnie je otworzyła.
-Zapraszam.-dodała.
Rozejrzałam się i ruszyłam na przód. Piękne wnętrze. Długi, szeroki korytarz, po prawej stronie białe metalowe schody, po lewej szkklane drzwi do nowoczesnej kuchni, kawałek dalej znajdował się salon z ogromną skurzaną kanapą, plazmą na ścianie, kominkiem z czerwonej cegły a nad nim półka z książkami. Była też łazienka wyposażona w wannę, kabinę prysznicową i lustro zajmujące całą ścianę. To najbardziej przyciągnęło mój wzrok. Molly weszła do kuchni zostawiając walizki na korytarzu.
-Chodź, zrobię ci herbatę.- zawołała. A ja nadal nie mogłam pojąć, jak ona na to wszystko zarabia? Chciałabym aby i mi się tak powodziło jak jej. Otrzeźwiałam i weszłam do kuchni. Ciocia wstawiała wodę na herbatę, więc usiadłam przy machoniowym barku.
-Pięknie tu.- mruknełam.
-Ach, jest wporządku.-puściła mi oko.-Zanieś swoje rzeczy do pokoju, pomogę ci.-dodała, po czym ruszyła w stronę schodów. Chwyciłyśmy za torby izaprowadziła mnie na górę. Kolejny korytarz, tym razem nie duży.
-To pokój Jasmin.-wskazała na pierwsze drzwi.
-Tamten to pokój Lily.-pokazała palcem w prawą stronę śnieżnobiałych drzwi.-Na końcu korytarza jest wasza łazienka, a tu jest twój pokój.-dodała, otwierając drzwi po prawej. Promienie słońca przebiły się przez uchylone drzwi. Prześliczne miejsce. Połyskliwe ściany, duże łóżko z baldachimem, nowoczesne meble. Dużo miejsca. Podobało mi się tam. Położyłyśmy walizkina włochatym dywanie, rozglądałam się wokół niezdarnie.
-I jak? Może być?-zapytała Molly unosząc brwi z ciekawości.
-Żartujesz? Tu jest cudownie.-jęknełam z wrażenia.
-Cieszę się.-zaśmiała się cicho i oparła o łóżko.
-Nie spodziewałam się, że...-spóściłam głowę, bo czułam się jakbym była obca w takim terenie z prawie nie znajomą mi ciotką.
-Kochanie, jest mi niezmiernie miło, że z nami zamieszkasz. Poznasz moje córki i męż, polubicie się napewno.-przerwała mi. Podniosłam na nią wzrok.
-Dziwnie się czuję, tak jakbym była pasożytem żerującą na innych.-odparłam wzruszając bezsilnie ramionami.
-Nawet tak nie mów.To jest twój dom, zawsze będzie. Jesteśmy rodziną na dobre i na złe, prawda?-uśmiechnęła się pocieszająco. Poczułam lekką ulgę, ale nadal się bałam innych domownikó.
-Tak, dziękuję za wszystko.-odparłam z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-Będzie dobrze.-powiedziała. Przytuliła mnie mocno chowając twarz w moich bujnych włosach. Dawno nie czułam takiego ciepła. Dobrze że tu przyjechałam, Molly jest bardzo czuła. Przypominała mi mamę, miały podobny charakter.Oderwała się gdy usłyszała gwizdanie czajnika.
-Ach, woda!-pobiegła na dół.-Rozpakuj walizki i zapraszam na herbatę jeśli chcesz.-dodała schodząc po schodach.
-Za chwilę przyjdę.-krzyknełam śmiejąc się. Była wesołą kobietą, zakręconą.
Rozejrzałam się jeszcze raz po mojej prywatnej przestrzeni. Idealne miejsce. Podobały mi się Dwa duże okna przez które przenikały promienie słońca. Podeszłam bliżej nich i zauważyłam że, jest też balkon. W kącie były szklane drzwi które otworzyłam z ciekawości. Moim oczom ukazał się piękny krajobraz Chicago. Wysokie, szklane budynki, szum żyjącego miasta. Balkon był bardzo duży, zauważyłam, że prowadził również z pokojów Jasmin i Lily. Stał tu też lniany stolik do kawy i krzesła. Zazdrościłam im tak wspaniałego domu, cudownej matki jaką jest Molly. Życie jak z bajki. Niestety, nie wszyscy tak mają. Każdy żyje na innych zasadach. Postaram się być szczęśliwa, jak oni. Odnaleźć się na nowo.
 

 
"Szanuj wspomnienia, nie wystawiaj ich na próbę,
bo tylko one nie odchodzą tak jak ludzie.."

Nie wiem po co ojciec dał mi ten list. Ciekawi mnie co w nim jest, nawet bardzo. Co tam jest, słowa pociechy, powody dla których mnie tam wysyła.
Pierwszy raz leciałam samolotem. Dziwne uczucie, gdy wyglądałam za okno widziałam tylko białe obłoki i przebijające się promienie słońca. Trzymałam kopertę w dłoni, zastanawiając się dalej co w niej jest. Strach, tylko on siedział mi w głowie. Kobieta obok mnie spała. Była po czterdziestce, czarne włosy wchodziły jej do nosa, okulary zaczepione o sweter, ręce złożone na kolanie. Do tego czułam od niej alkohol. Nie przyjemnie się siedzi obok takiego osobnika. Rozłożyłam się na swoim fotelu, włożyłam słuchawki na uszy i puściłam piosenkę Katy Perry-Thinking of you, nawet OK. Spojrzałam jeszcze raz na list, po czym rozdarłam kopertę. Chwyciłam niewielką kartkę która był w środku. Wyprostowałam ją i zaciskając przez chwile powieki postanowiłam czytać zawartość tajemniczego listu. Odetchnęłam głęboko.
"Droga, Kate.
Jest mi przykro, z powodu twoich złości. Rozumiem, że to dla Ciebie trudne. Wszystko się zmieniło, mama odeszła i wiem, że bardzo ci jej brakuje, mnie też.Mam dla Ciebie mało czasu, prawie nie rozmawiamy bo dużo pracuje, ale robię to dla Ciebie, żeby Ci niczego nie zabrakło. Zarabiam dla ciebie abyś miała wszystko o czym pragniesz, odkładam oszczędności na Twoją przyszłość. Czasem jest trudno wiązać nam koniec z końcem ale dajemy radę. Boję się o Ciebie i troszczę, nie chcę żebyś znowu popełniła jakieś głupstwo. Nie zniósłbym twojej straty. Jesteś moją kochaną, jedyną córeczką. Będę codziennie dzwonił. Mam nadzieję, że pobyt u cioci dobrze Ci zrobi.
Kocham Cię.
Tata.
Dlaczego po przeczytaniu tego zrobiło mi się cholernie źle? Dlaczego mam wyrzuty sumienia z powodu taty? Nie sądziłam że tata może mi coś takiego napisać. Nie spodziewałam się tego po nim. Ojciec mnie kocha, mimo wszystko. Teraz już rozumiem po co mnie tam wysyła. Gdybym teraz mogła się do niego przytulić, powiedzieć mu że też go bardzo kocham... Narzuciłam na siebie bluzę, a łzy same spływały mi po policzkach. Myliłam się co do niego. Może wydaje się oschły, ale zdobył się na powagę i napisał taki czuły list. Wydaje się być prosto z serca. Będę za nim tęsknić.
Gdy wysiadłam z samolotu, poszłam po walizki. Nie wiedziałam w którą stronę mam iść. Trafiłam na swoje bagaże i poszłam na poczekalnie. Siedziałam na ławce, rozglądając się za kimś znajomym. Dokładniej za ciocią której nie widziałam. Przestraszyłam się. Jestem tu pierwszy raz, nie wiem gdzie mam pójść. A co jeśli nie przyjdzie?
Nagle ktoś chwycił mnie od tyłu za ramie. Podskoczyłam z przerażenia. Obróciłam się szybko a moim oczom ukazała się jakaś smukła sylwetka. To była ciocia. Nigdy bym jej nie poznała gdyby nie trzymała kartki z moim nazwiskiem "Parker".
-Witaj, kochana. Jak podróż?-zapytała melodyjnym głosem. Krótkie blond włosy, szczupła figura, błyskotliwe oczy i przyjazny uśmiech. Tak, to jednak ona.
-Dzień dobry. Dobrze.-odparłam lekko się uśmiechając.
-Pamiętasz mnie jeszcze?-zaśmiała się.
-Troszkę, zmieniła się pani.-czułam się niezręcznie, bo nie wiedziałam jak mam do niej mówić.
-Oj, kochana mów mi Molly. P prostu, nie owijajmy w bawełnę.-machnęła dłonią.
-Dobrze, Molly.-odwzajemniłam szczery uśmiech.
-Chodź do auta, zabiorę cię do naszego domu.
Wzięłam walizki i wędrowałam obok niej. Doszłyśmy na pobliski parking. Zaprowadziła mnie do nowoczesnego Nissana. Wyglądała na osobę zamożną.
Wrzuciłam torby do bagażnika i wsiadłam do auta. Ruszyłyśmy. W środku samochodu luksusowe radio, czarna skóra. Robi wrażenie.
-Pamiętasz jeszcze moją córkę? Była kiedyś ze mną u was, ale miałaś wtedy dopiero 5 lat, więc pewnie jej nie kojarzysz.
Usiłowałam sobie ją przypomnieć, ale nie dałam rady. Mało tego, nie wiedziałam że ona ma córkę.
-Nie pamiętam, a ile ma lat? Jak jej na imię?
-Jest w twoim wieku, Lily. Poznasz ją, o ile nie wyszła gdzieś ze swoimi znajomymi. Mam też przybraną córkę, Jasmin. Nie wiem czy ojciec ci mówił, ale po rozwodzie wyszłam ponownie za mąż. Od roku jestem z Jasperem, ale Lily nie akceptuję ani jego ani Jasmin.-posmutniała.
Zaciekawiło mnie to. Nie wiedziałam o żadnej z tych rzeczy. Ani o córce, ani o rozwodzie, a tym bardziej o przybranej córce.
-Dlaczego? Z jakiego powodu ich nie akceptuje?
-Nie wiem, moim zdaniem myśli, że teraz oni są dla mnie ważniejsi. A ja ją kocham nad życie. Jasmin i Lily kłócą się cały czas, o głupoty a ja nie wiem po czyjej stronie stać. Gdy poprę w czymś Jasmin, Lily obraża się i uważa, że stoję po jej stronie. Jest z nimi ciężko.-westchnęła.
Jejku, nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi, bo ich nawet nie znam. Mam nadzieję,że mnie przy okazji nie zabiją. Szkoda mi tylko Molly, bo widać,że cierpi z tego powodu.
Rozwiąże to.
 

 
"Nie.. nie poddam się, rozumiesz?"
Nie lubie tej miejscowości. Dusze się w Darlington. Ci sami ludzie, te same znajome twarze których nie chce oglądać. Pjciec chciał się mnie pozbyć. Sprawiałam mu problemy, to fakt. Taka już jestem. Z jednej strony chciałabym wyjechać gdzieś daleko. Ciotki z Chicago prawie nie znam. Pamiętam tylko że była u nas sześć lat temu na kilka dni w wakacje. Pamiętam jej długie czarne własy, ciepłe spojrzenie, nasycony szczęściem uśmiech. Była miła i troskliwa, to napewno. Jednak boję się tam jechać. Nie jestem pewna po co mam tam jechać, czy ta podróż coś zmiwni? Nie wiem...
Siedziłam na łwace dwie uliczki dalej. Musiałam trochę ochłonąć.Nie miałam pojęcia co będzie dalej. Byłam zmęczona rutyną i monotonią, ale pełan obaw na nowe doświatczenia. Boję się tam wyjechać, przeraża mnie myśl że będę musiała kolejny grać na kartach które mi rozdają. Pojadę tam. Nie mam wyjścia. Może coś się zmieni, być może na lepsze.Spróbuję. Marzły mi dłonie, zerwał się chłodny wiatr. Odetchnełam głęboko po czym wstałam i ruszyłąm w stronę domu. Było ciemno, słyszałam tylko wycie psów i skrzypienie bramy rodziny Jaferson. Zbyt cicho jak dla mnie. Wolę miejsca z życiem, tu go trochę brak.
Otworzyłam drzwi, buty i bluzę rzuciłam w kąt korytarza jak zawsze. W salonie na kanapie leżał tata. Widać że był przemęczony, bo zasnął na fotelu z pilotem w ręku. Wpatrywałam się w niego przez chwilę. Wyobraziłam sobie, jak to będzie ojcu beze mnie w domu. Pewnie będzie miał chwilę ciszy dla sibie, nie ędzie musiał za każdym razem naprawiać tego co ja rozwałam. Nie miał ze mną łatwo przez te dwa lata. Wagary w szkole, alkohol, ucieczki z domu, późne powroty, próba samobójcza. To ostatnie było dwa tygodnie temu. Tak wyszło. Byłam zrozpaczona. Przypomniałam sobie wtedy śmierć mamy, zerwanie z Chrisem. Potrzebowałam tylko odrobinę troski i wsparcia. Nie miałam ani jednej z tych przyjemności.
Poszłąm do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i patrzyłąm na biały sufit. Zapaliłam złote choinkowe lampki które rok temu powiesiłąm na ścianę. Pierwszy raz od dwóch tygodni chwyciłam za telefon. Był wyłączony. Gdy się uruchomił w mojej skrzynce odbiorczej było piętnaście wiadomości. Kilka od znajomej ze szkoły Megan. Pytała co się ze mną dzieje, dlaczego nie ma mnie w szkole. Było też cztery od Stelli, podobna treść. I wtedy otworzyłąm wiadomość od niego. Napisał do mnie. Podniosłam się z łóżka. Otworzyłąm ją. "Cześć. Chciałem tylko zapytać co u ciebie? Jak się masz? Słyszałem że nie chodzisz teraz do szkoły, coś się stało czy znowu imprezujesz? Mam też do ciebir sprawę. Chodzi o nas. Przepraszam że za tamto, nie chciałem tego. Nie liczę na to że mi wybaczysz ale chcę żebyś wiedziała że nie jesteś mi obojętna i że możesz na mnie liczyć."
Nie spodziewałam się tego. Nie wybaczę mu tego, nie wrócę. Miło że może choć trochę zrozumiał swój błąd. Nie chcę z nim rozmawiać o niczym. Jedyne co jestem w stanie dla niego zrobić to usunąć się w cień. Nie chcę po raz kolejny komplikować życia sobie i innym. Nie zrobię tego znowu.
Wstałam wcześnie rano by spakować jeszcze kilka drobiazgów. Wszystko spakowałam wczoraj wieczorem. Założyłam dżinsowe spodenki i luźną koszulkę. Nie będę się elegancko ubierać. Dla mnie to nic wielkiego. Zrobiłam tylko delikatny makijaż. Pstawiłam na rozpuszczone włosy. Chwyciłam za spakowane walizki i zeszłam na dół. Tata czekał w korytarzu, ubrany w wyjściową marynarkę. Spakowałam jeszcze trzy pary butów. Dwie pary trampek i botki. Włożyłam brązową skurzaną kurtkę i wyszłam na zewnątrz. Tata bacznie mi się przyglądał. Po chwili wyszedł zaraz za mną. Spakował walizki do bagażnika. Nie pewnie wsiadłam do auta, ojciec milczał. Ospalił samochód i ruszyliśmy na lotnisko. Droga wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Nie odezwał się do mnie słowem. A ja zawzięcie wyglądałam za boczne okno. W chwili niezręcznej ciszy ojciec włączył radio. Leciała piosenka Eda Sheerana "the a team". Ta piosenka akurat mi odpowiadała. Gdy dojechaliśmy na lotniski, wysiadł razem ze mną. Wręczył mi bilet bez ani jednego słowa. Nie uśmiechał się. Idąc w stronę poczekalni wręczył mi tylko kopertę.
-To dla cibie. Otwórz to dopiero w samolocie, proszę.-wymamrotał. Spoglądał na mnie innym wzrokiem. Bardziej czułym niż zwykle. Przytaknełam tylko. Zrobił to samo. Spojrzałam mu ostatni raz w oczy po czym ruszyłam w inną stronę. Tak beztrosko wyglądało nasze pożegnanie.
  • awatar konam gdy cię nie ma,odżywam gdy jesteś: To smutne że ma takie relacje z ojcem. Bardzo fajne ;) i ciekawe.
  • awatar demogorgon: super, serio wciąga!
  • awatar Gość: Jestem pod wrażeniem, prolog zapowiadał się ciekawie, bardzo wciągające rozdziały ;) w wolnej chwili będę kontynuować od 4 i nie mogę się doczekać bo jestem ciekawska xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
"Życie-coś czego nigdy nie zrozumiem"
Wspomnienia wróciły. Pamiętam nasze wspólne wypady nad rzekę późnym wieczorem, nasze długie pogadanki bez sensu. To już za nami. Chris, był moim opiekunem, stróżem, przyjacielem. Kimś komu mogłam wszystko powiedzieć. Moją bratnią duszą. Jednak po pewnym czasie przekonałam się że zbyt dużo sobie wyobrażałam. Ślepa, naiwna... Okazał się zwykłym dupkiem bez godności. Zostawił, jak zepsutą zabawkę. Nie widziałam go od czterech miesięcy. Wszystko się zmieniło, on szczególnie. Nie kocham go. To było zwykłe zauroczenie. Potrzebowałam wsparcia, więc przelałam wszystkie swoje uczucia właśnie na niego. Dalej rozumiem dlaczego on. Rana w moim sercu po jego stracie powoli się goi. Powoli o nim zapominam.
Wieczorem zeszłam na dół, nie chętnie.Byłam po prostu głodna. Miałam nadzieje że tata gdzieś wyszedł, nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Po tym incydencie tym bardziej. Nie chciałam ponownie słyszeć pytań 'Dlaczego próbowałaś to zrobić? Co ci strzeliło do głowy?". Męczyło mnie to.
Niestety, ojciec akurat siedział w kuchni. Szłam powoli do niewielkiego pomieszczenia. Nic tam się nie zmieniło, te same pomarańczowe ściany, te same poniszczone meble o śnieżno białym kolorze. Tata siedział z kubkiem kawy przy czteroosobowym stole. Kiedyś towarzyszyła mu w tym mama. No cóż...
Zdziwił się gdy mnie zobaczył. Wyglądałam jak widmo, to fakt. Rzucił mi poważne spojrzenie. Jak zwykle pozbawione uczuć. Odwróciłam obojętnie wzrok. Jednak on nad czymś myślał. Wyglądał tak jakby nie mógł z siebie czegoś wykrztusić.
-Kate, muszę z tobą o czymś porozmawiać.-mruknął w końcu lekko przejętym głosem.
-Nie teraz.-odparłam.
-Tak, teraz. Siadaj, to bardzo ważne. Dotyczy ciebie.- bezszelestnie położył kubek na podstawkę. Usiadłam na przeciwko niego. Oparłam łokcie o blat, wzdychając ciężko.
-Jest pewna sprawa o której bardzo długo myślałem. Postanowiłem że na jakiś czas wyjedziesz do ciotki.
Wytrzeszczyłam oczy.
-Gdzie? Jak to?-zdziwiłam się lekko.
-Do Chicago, ciocia Molly zgodziła się żebyś na jakiś czas u mniej zamieszkała.-ciągną.
-Po co mnie do niej wysyłasz?- wstałam pod wpływem emocji.
-Chcę żebyś tam odpoczęła, wszystko dokładnie przemyślała. Ja też muszę trochę odsapnąć od tych wszystkich problemów.-przymrużył oczy.
-Chcesz się mnie po prostu pozbyć. Po to mnie tam wysyłasz. Jestem dla ciebie problemem- podniosłam ton.
-Spokojnie, to tylko na jakiś czas. Poznasz tam nowych ludzi, zaprzyjaźnisz się z kimś. Kupiłem ci bilet na samolot. Wylot już jutro. Powinnaś się pakować.-rzucił.
-Dobra.- wbiegłam na korytarz. Założyłam szarą bluzę, trampki i wybiegłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
'Miłość silniejsza od śmierci'

Ktoś w sali zapalił ostre światło. Zacisnełam mocno powieki i zakryłam twarz poduszką. Słyszałam tylko cichy szept lekarzy. Wkońcu jeden z nich zawołał gwałtownym tonem.
-Kate, wstawj. Wiem że nie śpisz.
Nie odpowiedziałam. Milczałam jak zazwyczaj.
Poddszedł bliżej mnie i szybkim ruchem dłoni chwycił poduszkę odsłaniając moją twarz. Nie otworzyłam oczu, chciałam po prostu odpocząć co dla nich nie było zrozumiałe.
-Nie mam zamiaru się z tobą bawić, wstawj.-odparł nieco poważniej. Otworzyłam szeroko oczy. Cała ponura sala była oświetlona, przy moim łóżku kilku lekarzy w białych gumowych rękawiczkach. Mało inspirujący widok. Wydawałoby się, że próbują zabić mnie wzrokiem. Chyba tak było.
-Wyciągnij nadgarstki.-rozkazał najwyższy z nich. Niechętnie wyciągnełam oba nadgarstki w ich stronę. Zdjeli z nich brudny opatrunek. Blizny powoli znikały. Przemyli rany i ponownie założyli nowy bandaż. W sumie to przyzwyczaiłam się do ich pogardliwych min. Dość często musiałam je znosić.
-Dziś wychodzisz do domu, cieszysz się?-zapytał wielkolud.
I znowu nic, skierowałam wzrok na swoje dłonie.
-Wracasz do domu, to chyba dobrze. Rozmawiałem z twoim tatą, przyjedzie po ciebie po pracy.-dodał bardziej opanowany gdy reszta świty wyszła.
-Dobrze.-wyszeptałam nadal nie patrząc mu w oczy.
Po chwili wyszedł gasząc światło. Pokój popadł w ciemność. Dopiero wtedy podnisłam wzrok na drzwi którymi wyszedł lekarz. Nie cieszy mnie powrót do domu.Po co mam tam wracać? Do kogo? Od śmierci mamy ojca prawie nie ma w domu. Wyjchodzi z samego rana a wraca w nocy. Prawie go nie widuje. Zmienił się. Stał się oschły, obojętny, nie było w nim życia. Zupełnie jak we mnie... Mineło 2 lata od śmierci mamy. Miała wypadek samochodowy, w którym zgineła na miejscu. Cholerne hamulce. Nie naprawiła ich chociaż porosiłam ją żeby była ostrożna. Zapomniała... Wjechała pod rozpędzoną ciężarówkę.A ja nawet się nie pożegnałam. Pamiętam tylko że tamtego dnia po pracy miała mnie zabrać do naszej ulubionej kawiarni "Dreams" w której zawsze zamawiałysmy lody śmietankowe z czekoladową posypką. Rozmawiałyśmy wtedy o wszystkim. Dzieliłyśmy ze sobą wszystkie radości, smutki, problemy. Wspomnienie...
Czekałam na ojca na parterze. Siedziałam na drewnianym stołku obok automatu do kawy. Jedna mała kawa dobrze by mi zrobiła, ale nie miałam już pieniędzy. Przechodzący obok mnie ludzie patrzyli na mnie jak na ducha.Gdy ujrzałam swoje odbicie w szybie od drzwi, zrozumiałam na co ci ludzie tak się gapią. Blade usta, jasna cera, długie poczochrane włosy sięgające do pasa, podkrążone błękitne oczy i ten obojętny wzrok, dziwnie znajomy. Schudłam, byłam jak szkielet. Luźny szary sweter, podarte dżinsy, znoszone trampk, cała ja.
Ojciec spóźnił się godzinę, może dwie. Prawie spałam. Wszedł przez szklane drzwi, rozglądając się po korytarzu. Czarny płaszcz, duży zarost, siwe już włosy i te jego spojrzenie. Bez uczuć. Wyłapał mnie wzrokiem, a ja nie podeszłam bliżej tylko czekałam na jego pierwszy krok. Odważył się. Chwycił zwinnie za moje torby.
-Wszystko dobrze?-zapytał niepewnie.
Nie wiedzialam co mam mu powiedzić, najchętniej bym milczała, ale nie chciałam go bardziej ranić.
-Jest dobrz.-wymamrotałam.
Lekko się uśmiechnął. Moim zdaniem nie było żadnego powodu do śmiechu.
-Chodź do auta. Wracamy do domu.-pokiwał głową.
-Dobrze.-odpowiedziałam, a w myślach 'Domu? Jakiego domu? Co to jest, bo już chyba zapomniałam?". Ojcieck kupił sobie nowego forda. Pozbył się samochodu z wypadku. I dobrze.
Dawno nie widziałam jak wygląda ten dom. Prawie go zapomniałam. Mały, skromny, domek z czerwonej cegły. Szłam powoli w strone drzwi nadal się rozglądając. Ganek. Miejsce w który mija mama zawsze wieczorem piła herbatę i czytała swoje ulubione książki o medycynie. Weszłam do środka, w którym ponował lekki bałagan. Pozbyłam się butów i zdjełam starą kurtkę. Weszłam na górę, gdzie był mój pokój. Pociągnełam za klamkę i pierwsze co zobaczyłam to stos ubrań na podłodze, laptop na łóżku, książki na parapecie i długopisy na poduszce. Wszystko w normie. Rzuciłam torbę na podłogę, i usiadłam na łóżku. Nie wiedzialam co dalej ze sobą zrobić. Zaczełam sprzątać pokój. Włączyłąm głośno radio żeby odciąć się od niezręcznej ciszy.
Gdy było już prawie po wszystkim, zajrzałam jeszcze do szafy w której przewalały się różne zeszyty. Jeden z nich był bardzo znajomy. Mój stary pamiętnik. Chwyciłam go i usiadłam na podłodze opierając się o ścianę. Otworzyłam. Przewracałam strona po stronie aż wkońcu coś przyciągneło moją uwagę. Zdjęcie mojego byłego chłopaka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Oo śmierci matki życie siedemnastoletniej Kate nie jest takie jak dawniej. Zamkneła się w sobie, przestała wychodzić z domu. Po nie udanej próbie samobójczej, ojciec wysyła ją do rodzinnego Chicago, gdzie poznaje nowych przyjaciół. Wszystko się zmienia gdy Kate poznaje czarującego Willa. Mimo że dziewczyna nie jest akceptowana przez rówieśników, twardo stąpa po ziemi. Jest przekonana że zaczyna nowy rozdział swojego życia w otoczeniu zaufanych osób. Ale czy dobrze zrobi ufając Willowi,czy popełni kolejny błąd? I dlaczego dojdzie do tragedii?
 

 
Hej, wszystkim.
Mam na imię Aldona, mam 16 lat.
W moim blogu będę umieszczać różne opowiadania. Mam już kilka blogów na innych stronach.
Mam nadzieję że będzie Ok.
Życzcie mi powodzenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›